PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] The Spectacular Spider-Man: Głód

[RECENZJA] The Spectacular Spider-Man: Głód

Bywają w życiu takie etapy, podczas których człowiekowi wydaje się, czuje wręcz, że stracił duszę. Rysownicy, którzy od dłuższego czasu nie postawili kreski na kartce, czy poeci, cierpiący na brak natchnienia, czują się jakby powoli umierali. I w pewien sposób mają rację. Jednak nie tylko przez niemoc można stracić duszę. Wyobraźcie sobie, że po odejściu kogoś bliskiego czujecie się jakbyście tracili tożsamość. Wasz świat, Wy sami, padacie w gruzach, nie mogąc odnaleźć się w obezwładniającej samotności. Tak właśnie czuł się Eddy Brock, gdy odszedł od niego… symbiont.

Opowieść o tym wydarzeniu ukazała się w trzyczęściowej historii Hunger – Głód, opublikowanej na łamach komiksu The Spectacular Spider-Man w 2002 roku (w Polsce komiks pojawił się dwa lata później). Scenariusz autorstwa Paula Jenkinsa wrzuca nas w wir makabrycznych wydarzeń. Tajemniczy morderca, którego szybko okrzyknięto Wampirem, popełnia nietypowe zbrodnie. W całą akcję – pozornie przypadkowo – włącza się Spider-Man, a na dodatek przyjdzie nam poznać pewne szczegóły z życia jednego z straszniejszych wrogów Człowieka-Pająka; Eddy’ego Brocka. W międzyczasie śledzić będziemy zmianę w życiu Flasha Thompsona oraz poznamy nowe towarzystwo Petera Parkera. I to chyba wszystko, jeśli chodzi o główne wątki. Jak sprawdza się cały ten scenariusz? Jest wyśmienity!

Paul Jenkins, autor tejże historii, to naprawdę bardzo utalentowany scenarzysta, a jego komiksy śmiało mogę okrzyknąć najlepszymi tytułami ze Spider-Manem, jakie wpadły mi w ręce. Opowieść jest bardzo wyważona; mamy tu odpowiednią ilość mroku, tajemnicy, zwykłych wątków fabularnych, humoru i akcji. Jenkins idealnie potrafi oddać pragmatyzm stosunków międzyludzkich, co doskonale widać na przykładzie sąsiadów Parkera.. To nie są luźno nakreśleni statyści, czy postacie poboczne, to prawdziwi ludzie z krwi i kości. No dobra, przesadziłem, ale to naprawdę świetnie odwzorowani zwykli, młodzi ludzie. Zgraja sąsiadów naszego ścianołaza zachowuje się jak znajomi każdego z nas: imprezują, nadają sobie ksywki, a mężczyźni podziwiają kobiece krągłości. Zresztą, z występującymi w opowieści: Peterem, ciocią May, Eddy’iem, policjantami (w tym przypadku przede wszystkim detektywem), czy księdzem jest to samo.

Czytając ten komiks można odnieść wrażenie, że śledzimy losy prawdziwych ludzi. Ale zaraz, chwila. Przecież to komiks o Spider-Manie! Czy pająkowatość jest w nim równie dobrze oddana? Jasne, że tak! Webhead rzuca żartami, ostrymi niczym najostrzejsze żyletki, na potęgę. Jego ciało natomiast, skaczące nad dachami nowojorskich wieżowców wygina się jak gdyby było pozbawione kości. Rysownik odpowiedzialny za zilustrowanie tej historii, a jest nim Humberto Ramos, wykonał kawał naprawdę cudownej roboty używając swojej rewelacyjnej, karykaturalnej kreski. W połączeniu z fantastycznym cieniowaniem, graficzna część komiksu stoi na najwyższym poziomie. Ale to nie koniec atrakcji, jakie zapewnia komiks. Na jego kartach gości pewna, bardzo znana, drużyna superbohaterów, która odegra niemałą rolę w całej omawianej historii.

Przygotowując się do pisania tego tekstu spotkałem się z dosyć negatywną opinią, jakoby komiks nie wnosił niczego nowego do świata Spider-Mana. Bzdura totalna. Tak jak w poprzednio omawianym przeze mnie komiksie, tak i w tym wypadku, scenarzysta sięgnął po pewien typowy dla postaci Spider-Mana szczegół – tym razem padło na jedną z jego umiejętności – i wyniósł z niej coś naprawdę ciekawego. Dowiadujemy się także o pewnej, nieznanej dotąd cesze symbionta.

Na koniec warto wspomnieć o polskiej edycji, która przygotowana została naprawdę świetnie. Tłumacz wykonał kawał porządnej roboty, dialogi napisane są bardzo przyjemnie. Pseudonimy bohaterów zostały zachowane w oryginalnej wersji, nawet te, należące do postaci wcześniej przetłumaczonych i zaakceptowanych przez polski fandom (czyt. Green Goblin, który bywa nazywany również Zielonym Goblinem, co nikomu nie przeszkadza), a i żarty są bardzo ładnie spolszczone, tak, by zachowały one kontekst a polski czytelnik nie miał problemu z ich zrozumieniem.

Podsumowując, jest to rewelacyjne danie podane na srebrnej tacy. Jeżeli jesteś fanem komiksów Marvela i masz możliwość przeczytania tej historii to naprawdę warto z niej skorzystać, powinieneś być usatysfakcjonowany. Tym zaś, którzy za Marvelem nie przepadają, komiks powinien również zapewnić dawkę przyjemniej lektury superbohaterskiej. Jak sam już wcześniej wspomniałem, tytuł ten jest najlepszym pajęczym komiksem, jaki dotychczas wpadł w moje ręce. Wszystkim więc gorąco go polecam i zachęcam do zapoznania się z omówioną powyżej historią.

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 10-1

Niezamierzenie ostatnia dziesiątka rankingu stała się sceną pojedynku dwóch znakomitych scenarzystów. Pojedynku, który okazał się wyrównany, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *