PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Harley Quinn. Tom 1: Miejska Gorączka

[RECENZJA] Harley Quinn. Tom 1: Miejska Gorączka

Na fali popularności Suicide Squad, a raczej zwiastunów tego filmu (premiera dopiero w sierpniu), wydawnictwo Egmont postanowiło wydać pierwszy tom o postaci, która rozpaliła wyobraźnię fanów i ma szansę być najjaśniejszym punktem wspomnianej produkcji. Mowa oczywiście o Harley Quinn, która doczekała się solowej serii w cyklu Nowe DC Comics!, który to cykl na dobre wszedł do polskiego harmonogramu komiksowych premier. Czy przygody charakterystycznej antybohaterki* stanowią dobrą lekturę, czy Egmont chce nam wcisnąć średniaka, żerując na popularności nadchodzącego blockbustera?

Odpowiedź na to pytanie zostawię na koniec recenzji, zacznijmy więc klasycznie – od opisu fabuły. Dostajemy łącznie 9 zeszytów, od #0 włącznie. Rozpoczynająca tomik historia W żłoby dano stanowi fantastyczne wprowadzenie do postaci szalonej pomocnicy Jokera. Otóż jest to metaopowieść o tym, jak Harley, z pomocą głównych scenarzystów całego tomu – Amandy Conner i Jimmiego Palmiotti, wybiera sobie rysownika. Każda strona jest narysowana przez kogo innego i zdradzę tylko, że mamy niezwykłą przyjemność oglądać główną bohaterkę w wersji Adama Hughesa, Bruce’a Timma, Sama Keitha czy Darwyna Cooke’a. A to tylko część dużych nazwisk! Nieco z musu, Harley wybiera Chada Hardina i Stephane Roux, o których napiszę więcej, kiedy będę rozwodził się nad kreską. Taki wstęp pokazuje, że mamy do czynienia z komiksem lekkim, zabawnym, wojującym z czwartą ścianą i mającym dystans do siebie i do gatunku.

Wracając jednak do fabuły, większość historii łączy główny motyw – ot, tajemnicza presona nasyła zabójców na Harley, a nagroda za jej głowę jest na tyle wysoka, że co chwilę ktoś stara się ją posiekać, zastrzelić lub rozjechać. Jednak to nie Gotham będzie stanowiło scenerię do tych zmagań, a Conney Island, na którym Harley odziedziczyła od swojego byłego pacjenta z Arkham pokaźny budynek. Jak klaunica poradzi sobie z obowiązkami zarządczyni i całą grupą czyhających na jej życie asasynów? Ze stylem, oczywiście. Pomogą jej w tym lokatorzy budynku, stara znajoma, Poison Ivy, a także pewien dziwnie zmechanizowany pacjent z domu opieki. Akcja pogania akcję, humor sączy się z kartek, a to wszystko podane z sensem i ciągłością. Niezwykłe jest to, jak prosty i niezbyt ambitny komiks można poprowadzić w spójny sposób. Duetowi Conner i Palmiotti udało się to pewnie dlatego, że nie ograniczały ich wielkie wydarzenia z trykociarzami w tle, sceneria Gotham czy skomplikowana intryga (choć fabuła jest całkiem przyjemna i rozwiązanie zagadki „kto nasyła zabójców” satysfakcjonujące). Wszystko jest przemyślane i nieskomplikowane. Ot, Harley potrzebuje pieniędzy – idzie do pracy. Atakują ją zabójcy, prosi znajomych o pomoc. Psy robią kupękupę w granicach jej posesji, stara się znaleźć rozwiązanie (któro jest… wystrzałowe). Po prostu.

Nie chcę się rozwodzić za bardzo, żeby nagle nie okazało się, że ta recenzja ma więcej tekstu niż połowa samego komiksu, ale nie mogę nie wspomnieć o tym, jak prezentuje się główna bohaterka. Otóż, jeśli kojarzycie ją z serialu animowanego Batman: The Animated Series lub innych źródeł, jak gry z serii Arkham, to pewnie myślicie o niej, jako o zakochanej po uszy w Jokerze postaci raczej drugoplanowej. Łotrzycy, w żadnym razie heroiny. Pewnie myślicie, że to świruska, która istnieje tylko w kontekście kolejnych planów zabicia Mrocznego Rycerza. Ewentualnie możecie znać ją z Tumblra, gdzie jej nagie ciało znajduje się zazwyczaj w towarzystwie identycznie przyodzianych: Catwoman i Posion Ivy. Tylko to ostatnie wyobrażenie jest choć po części zgodne z tym jak przedstawiona jest w opisywanym komiksie, a to za sprawą uczucia jakim Harley darzy Ivy. Sama Harley jest tutaj niezależna, jej zachowanie jest generalnie logiczne, choć lubi przemoc, zabija z uśmiechem na ustach i rozmawia z wypchanym bobrem. Jest antyspołeczna, ale nie psychopatyczna. Szalona, ale nie schizofreniczna. Ta różnica jest na tyle duża, że widać ją gołym okiem. Jak przeczytacie komiks, zrozumiecie. Pewnie zrozumiecie też, czemu o tym piszę – to jest o tyle ważne, że nadaje postaci świeżości i autonomii. W wydaniu Conner i Palmiottiego idealnie nadaje się na postać, która pociągnie własną serię. Scenariusz okraszony prostym, ale skutecznym humorem, prowadzi bohaterkę przez odjechane sytuacje, których kontekst przywodzi na myśl choćby Pulp Fiction, do którego to filmu zresztą odwołuje się sama Harley. Nie twierdzę, że to jest ten sam poziom – raczej podobna konwencja niektórych scen, ale tylko, albo aż, tyle.

Od strony rysunku jest różnie. Detal wychodzi momentami fantastycznie, aż chce się wyciąć niektóre kadry i oprawić w ramkę. Niestety, kiedy kadr przedstawia ogół, jest mdło. Na szczęście, wszystko jest czytelne, kolory ładne, a szczegóły w tle dość przemyślanie wkomponowane w opowiadaną historię i jej styl. Krew jest, ale nigdy za dużo. Seks również bywa, ale nigdy nie jest niesmaczny, ani za bardzo uprzedmiatawiający – chyba, że ma być wyrazem jakiegoś żartu, ale i wtedy wiadomo o co chodzi i gdzie jest granica. Łatwo byłoby popaść w zrobienie z Harley lafiryndy. Fakt, wygląda wyzywająco, ale w sposób, który koresponduje z jej charakterem. Przyczepię się jeszcze do okładki. Nie wiem kto wybrał najgorszą możliwą okładkę tego wydania, ale woła to o pomstę do nieba. Nie mówię, żeby korzystać z okładek (bardzo) alternatywnych (choć okładka Hughesa jest fenomenalna, chcę ją wydrukowaną powiesić na ścianie!). Można było jednak zaprząc, nie wiem, Jima Lee żeby przygotował coś ładnego na okładkę. Ewentualnie skorzystać z okładki drugiego dodruku, autorstwa Popa Mahna, która jest naprawdę świetna. Cóż, wyszło jak wyszło i lepiej komiks na półce ustawić grzbietem, w żadnym wypadku okładką do przodu.

Podsumowując, dostajemy lekkie czytadło, nieźle zilustrowane, bardzo dobrze wydane. Tłumaczenie również jest dobre, chociaż – jak to zwykle bywa – niektóre kwestie są po prostu pisane z myślą o ich oryginalnym brzmieniu i tracą na translacji. Zakup polecam, szczególnie, jeśli macie dość mrocznego Batmana, nadętego Supermana czy zgiełku dużych, drużynowych eventów. Ja czekam na drugi tom, na tyle niecierpliwie, że pewnie się nie doczekam i kupię oryginalne wydanie najpierw, a dopiero potem dołączę polskie do kolekcji. Jeśli Wy będziecie mieć więcej cierpliwości, to poczekajcie do października na Tom 2: Zamotana. Jeśli poziom nie spadnie, będzie warto.

*W żadnym wypadku nie jest ona czarnym charakterem, nie w tej serii. Ratuje biedne pieski, stara się (względnie) uczciwie zarabiać, ma szacunek do niektórych grup społecznych i raczej nie zabija bez powodu. Antybohaterka jak się patrzy.

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Promethea: Księga Pierwsza

Patrząc na ofertę polskich wydawców komiksowych, można odnieść wrażenie, że bibliografia Alana Moore’a to worek …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *