PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Pancerni/ Aleby to było…

[RECENZJA] Pancerni/ Aleby to było…

Sławomir Lewandowski dokonał rzeczy nieopisanej. Wręcz niewyobrażalnie niesamowitej. Znacie przecież wytwory kultury tak złe, że aż dobre – prawda? Tutaj mamy do czynienia z czymś tak złym, że nie sposób tego przetrawić. Nie sposób polubić. Nie sposób przeczytać za darmo. Najgorsze w tym jest to, że ból czytania Lewandowskiego nie da satysfakcji największemu masochiście – jest to więc produkt dla nikogo. Z czym dokładnie obcowałem, a Wam już na wstępie odradzam?

Pancerni

Paskudna okładka montowana na kolanie ostrzega nas słowami „UWAGA! UWAGA bardzo,bardzo dużo bardzo,bardzo brzydkich wyrazów” (pisownia oryginalna). Nie przejąłem się tym zbytnio, wszak przekleństwa są przecież zjawiskiem powszechnym, a i niektórzy potrafią z nich skorzystać tak, że brzmią dobrze (np. Quentin Tarantino). Jednak pierwsze dwie strony pokazują nam, że mamy do czynienia z lustrzanym odbiciem, zupełnym przeciwieństwem Tarantino. Jedyny powód wulgarności języka w tym komiksie jest taki, że autor zapewne nie potrafi pisać dialogów i musiał czymś wypełnić dymki, żeby na stronach nie było zbyt pusto. Chociaż tak naprawdę bohaterowie, czyli żołnierze Trzeciej Rzeszy i postacie wzorowane na Czterech Pancernych (i psie) równie dobrze mogłyby tylko i wyłącznie rzucać „k***y”, „c***e” i „p***ć” – efekt byłby dokładnie taki sam. Humor, który usiłuje wykrzesać autor, jest tak żałosny, że albo ja go nie rozumiem, albo już dawno skończyłem 6 lat.

W warstwie graficznej dostajemy stary styl komiksiarzy satyrycznych z ubiegłego millenium, co nadaje dynamiczny charakter kolejnym kadrom. Brak tła i czasami niedbałe detale mają swój urok, ale raczej dla osób sentymentalnych. Szkoda mi strzępić słów, więc przejdę do podsumowania. Pozwolę sobie odnieść się do jednego z najwybitniejszych komiksów w dziejach. W Sandmanie Gaimana (bo o tym dziele mowa) , była taka genialna scena kiedy Sen walczył z demonem o swój hełm. Walka polegała na tym, że mieli określać się nazwą istoty czy bytu, który ma być kontrą na wybór przeciwnika. Wiecie co, w Pancernych też jest podobna scena kiedy dwaj żołnierze niemieccy się przezywają. Kiedy myślałem nad tą analogią, dostrzegłem przepaść tak ogromną między czymś wybitnym, a czymś tragicznym, że dno jakie sobie wyobrażałem, że widzę, okazało się jedynie mrokiem, który skrywa głębokość odwrotnie proporcjonalną do wartości tego komiksu. Gdybym wrzucił tam kamień to spadałby on tak długo, że nawet moje spruchniałe kości by tego nie doczekały. Zamiast kamienia jednak, wrzucam tam ten album, niech przepadnie na wieki.

Aleby to było…

… gdyby ten komiks był choć nieco lepszy od poprzedniego? Hm, w sumie to nic by nie było. Jest lepszy (może nawet i dużo lepszy), ale to wciąż humor, którego nazwanie kloacznym byłoby beatyfikacją i styl prowadzenia fabuły, który nie pozwoliłby zdać testu kwalifikacyjnego do przedszkola. No więc co jest lepsze? Na pewno sam pomysł i strona graficzna. Tak jak poprzednio mamy rysunki rodem z gazetek z lat 90, natomiast są wyraźnie lepsze niż w Pancernych, kolorowe i pasują do tego co autor chciał (prawdopodobnie) przekazać. Dostajemy też w końcu tła. Natomiast fabularnie? Śledzimy wyobrażenia Staszka, który odpływa w schizofreniczny świat, który w końcu przenika się z rzeczywistością – wyszło to całkiem zgrabnie, jednak w żaden sposób nie ratuje to Aleby to było... przed upadkiem. Jest to komiks niszowy i może znajdzie swoich amatorów, choć w dobie lepszych krótkich form dostępnych w internecie nie liczyłbym na to. Tym razem nie mam żadnej analogii i nie będę rozwijał metafor. Gdyby Lewandowski znalazł kogoś kto by mu napisał fabułę albo gdyby ilustrował dowcipy – może coś by z tego było. Jednak dwa jego albumy jakie przyszło mi zrecenzować są po prostu słabe. Dziękuję za to panie Sławomirze. Dzięki temu będę teraz doceniał więcej innych rzeczy, bo w porównaniu z tym co przeżyłem czytając (przede wszystkim) Pancernych, nawet kiepskie czytadło będzie miało jakieś zalety.

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bler Tom 6: Psie Imperium

Szósty tom Blera, to jednocześnie bezpośrednia kontynuacja wątków z poprzedniej części, jak i powrót do …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *