PANTEON / IMPREZY / FESTIWALE / [FELIETON] Relacja z Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier 2015

[FELIETON] Relacja z Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier 2015

Zapraszamy do przeczytania relacji z 26 Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, miejsca corocznych pielgrzymek miłośników kultury komiksu, fantastyki i gier. Raport ten jest nieco nietypowy. Z racji na dużą ilość panteończyków biorących udział w tym zacnym wydarzeniu (gościnnie Moose), postanowiliśmy opublikować wiele segmentów, napisanych przez różnych autorów, odwiedzających liczne atrakcje najnowszej odsłony owego kultowego konwentu.

Różni autorzy, więc i różne emocje, wrażenia i wnioski. Każdy z nas uczestniczył w innym spotkaniu, więc znacznych powtórzeń się nie doszukacie. Zawarliśmy za to sporo informacji dotyczących nadchodzącej oferty komiksowej oraz przebiegu najciekawszych paneli tematycznych.


Do Łodzi dotarłem już w czwartek. Pragnąłem zgłębić tajemnice miasta, które co roku gości mnie na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier. To tam znajduje się Biała Fabryka, kiedyś prężny zakład napędzający łódzką koniunkturę, dziś budynek zajęło Muzeum Włókiennictwa, prezentujące czym miasto było w czasach rozkwitu industrializacji. Przyznam, że klimat dzielnicy sprawił, że zacząłem rozważać pominięcie tej atrakcji, na szczęście nie zabrakło mi odwagi i tym samym spotkała mnie niesamowicie pozytywna niespodzianka.
Wchodzę na pierwsze piętro wystawy, a tam… nieziemskie arty! W pierwszej kolejności rzuciły mi się w oczy mroczne sylwetki kobiet, rysowane przez Gracjanę Zielińską. Dalej było równie dobrze. Firma CD Project Red zaprezentowała grafiki koncepcyjne ze swej flagowej produkcji, trzeciego, cyfrowego Wiedźmina. Gdzieś z tyłu schowane były historyczne komiksy, prezentujące biografię Ludwika Zamenhofa, czy inne w klimatach wojennych. Szokiem było też ujrzeć, że jeden z segmentów wystawy należał do Rafała Szłapy, artysty tworzącego przepiękne, okraszone mrokiem obrazy, nam lepiej znanego jako twórca superbohaterskiego komiksu Bler.
Na 3 piętrze wystawa była kontynuowana, choć skupiona bardziej na prezentacji dorobku znanych polskich twórców (na przykład Michała Śledzińskiego), którzy prezentując swe prace, opowiadali jednocześnie swoją historię. Ciekawe były też plakaty filmowe, często w kontrowersyjny sposób odnoszące się do materiału źródłowego. I choć wystawa zajmowała dwa piętra, to wypadało też zwiedzić stałą ekspozycję, czyli część poświęconą włókiennictwu. Można było podziwiać dzieła mistrzów z przeszłości, które świetnie uzupełniały komiksową część ekspozycji pokazując, że Łódź zawsze przyciągała zdolnych twórców.

Następnego dnia postanowiłem zgłębić też pozostałe ośrodki kultury prezentujące prace komiksowe. I tak w przerwie między odwiedzaniem starych fabryk, cmentarzy i kanałów, dotarłem do Łódzkiego Domu Kultury, gdzie podobno coś się miało dziać. Na miejscu pan ochroniarz zapytany o drogę odparł, że mam się udać do Atlas Areny… Mimo to wdrapałem się na 2 piętro, gdzie miała być wystawa, lecz jakaś pani wyraźnie zdziwiona, że ktoś się pojawił w tej sprawie, odparła że o godzinie 18 jest jakiś wernisaż… W każdym razie z budynku był niezły widok na budowany dworzec Łódź Fabryczna, więc nie uznaję tej wycieczki za czas stracony.
Co innego zastałem w Domu Literatury. „Dom” należy rozumieć niedosłownie, bo siedziba placówki mieściła się w starej, nieco zniszczonej kamienicy, dzięki temu zachowała swój klimat. Prezentowane tam były prace związane z „superbohaterem” Ratmanem. Jak udało mi się ustalić, Ratman to jakieś skrzyżowanie Profesora X i Myszki Miki, których geny połączyły się ze sobą w wyniku katastrofy nuklearnej. Tak, siłą tego bohatera jest to, że emanuje głupotą. Dzięki temu można tam świetnie parodiować rzeczywistość, jak i tworzyć historie niezwykłych crossoverów np. z Mikołajem Kopernikiem czy Koziołkiem Matołkiem…

Sobota rano, zbiórka redakcji. Ciekawostka jest taka, że szybciej było kupić bilet i wejść normalnie niż stać w kolejce po akredytację. Jednak jak już się przebiliśmy, czekało nas trochę przyjemnej pracy przy kompletowaniu gadżetów promocyjnych Panteonu.

Co do samych cosplayerów, tych było w Łodzi wyjątkowo mało. Festiwal nigdy nie był rajem dla wcielających się w znane postacie popkultury, ale za to zawsze imponował ilością twórców. Tym razem było tak samo. Każdy uczestnik chcący upiększyć swoje kolekcje autografem mógł się po takowy zgłosić na specjalnych stoiskach lub w wydzielonej strefie. Gości było sporo. Chociażby Rafał Szłapa, który promował nowy numer Blera, nad którym objęliśmy patronat. Swoje nowe działa podpisywali także inni twórcy polskich komiksów superbohaterskich, w tym autorzy Incognito i Lisa.

Autor: Adolf

Konwenty komiksowe na dobre zagościły w naszym kraju, stając się nieodłączną częścią geekowskiej kultury, w ramach której mamy możliwość nie tylko spotkania innych, podobnych nam, miłośników opowieści obrazkowych, ale również ich autorów. Tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier oczywiście nie mogła się obejść i bez tego, sale prelekcyjne gościły zarówno rysowników jak i scenarzystów, którzy przedstawiali czytelnikom kulisy swojego rzemiosła. MFKiG jest imprezą polską, więc większą ilość zaproszonych autorów stanowili twórcy z kraju Białego Orła. Nadwiślańscy miłośnicy komiksów spotkać mieli okazję, m.in. Katarzynę BabisRafała Szłapę, Dorotę Papierską, Piotra Czarneckiego, Łukasza Ciżmowskiego, Jakuba Dębskiego, Jana Skarżyńskiego i innych. Wielu miłośników fantasy uradowała zapewnie wizyta Andrzeja Sapkowskiego, ojca znanego dziś na całym świecie Geralta z Rivii. Zgromadzeni autorzy nie tylko opowiadali o swojej pracy na zorganizowanych panelach, wielu z nich spotkać można było na obszarze całej Atlas Areny, gdzie, przy różnych stoiskach, sprzedawali swoje komiksy, rozdawali autografy, a także rozmawiali z czytelnikami. Cudowne przeżycie dla każdego komiksowego maniaka.
Część festiwalu poświęcona grom nie zostawała jednak w tyle, spotkania z ludźmi związanymi z branżą, czy organizowane turnieje, jak chociażby League of Legends, czy Mortal Kombat, gromadziły spore grupy widzów/słuchaczy.

Skoro wspomniałem o stoiskach, pozwólcie, że temat nieco rozwinę. Jak co roku, budynek wypełniła masa straganów z tematycznym stuff’em. Konwentowe półki sklepowe uginały się od różnego rodzaju geekowskich gadżetów. Obecni na MFKiG sprzedawcy oferowali masę komiksów (zarówno polskich, jak i zagranicznych – począwszy od świeżych wydań, a skończywszy na archiwalnych zeszytach), które sąsiadowały z morzami przypinek, figurek, zakładek, plakatów, kubeczków i masą innych, cieszących duszę geeka, drobiazgów. Jako, iż tematem imprezy były komiksy w szeroko rozumianym pojęciu, nie mogło zabraknąć także mangi, a tam, gdzie mangowe akcenty, tam również i japońskie przysmaki, także smakosze mogli nasycić swe podniebienia różnymi, azjatyckimi smakołykami. Choć wiadomym jest, że na tego typu imprezy przyjeżdżać winno się z wypchanym po brzegi portfelem, wartości sprzedawanych towarów mieściły się w ogromnych przedziałach cenowych, tak by właściciel nawet najskromniejszych kieszeni nie musiał wracać do domu z pustymi rękoma.

Ważnym elementem konwentowego fandomu jest oczywiście cosplay, którego nie zabrakło także na łódzkim festiwalu. Przechadzając się po terenie imprezy, nierzadko natknąć się mogliśmy na postaci z gier oraz komiksów. Choć w Internecie panuje opinia, jakoby tegoroczna edycja MFKiG była uboga w cosplay, ja osobiście tego nie odczułem. Fakt, ilość cosplayerów nie była szczególnie duża, porównując ją z innymi tego typu wydarzeniami, niemniej w żaden sposób nie zubożała w stosunku do zeszłorocznych edycji, nawet pomimo późno ogłoszonego konkursu cosplay, który w tym roku zorganizowany był nie przez grupę Komiksowi.pl, ale przez Łódzki Fanklub Star Wars (sam konkurs również zasługuje na pochwałę, bowiem, pomimo sporej improwizacji – uczestnicy zgłaszali się na kilka godzin przed konkursem – odbył się on w sposób naprawdę przyzwoity). Przybyli na festiwal cosplayerzy serwowali naszym organom wzroku prawdziwą ucztę, zaskakując niejednokrotnie precyzją i kreatywnością w wykonaniu swoich kostiumów (o czym przekonać się możecie, zaglądając do naszej facebookowej galerii), nie szczędząc przy tym swojego czasu i słów na rozmowy z innymi uczestnikami imprezy.

Autor: Gądziu

Spotkanie z Danielem Grzeszkiewiczem związane było z premierą jego albumu Gedeon, który niedawno udało się ufundować za pomocą serwisu wspieram.to, a który był dostępny do nabycia w czasie festiwalu. Tomu tego dotyczyły także pierwsze pytania od prowadzącego, Macieja Jasińskiego. Autor porównał ten tytuł do swojego pierwszego artbooka, Gedeona Zebranego wydanego przez Ważkę, a także wypowiedział się na temat dodatkowej zawartości nowego wydania i samym procesie zbiórki pieniędzy. Sporo powiedziano też o D’Or du Rhin, czyli francuskim komiksie historycznym, którego drugi tom był ilustrowany przez Daniela. Opowiedział o tym, jak trafił na to zlecenie, o współpracy z francuskim wydawnictwem oraz o samym tworzeniu grafik. Dowiedzieliśmy się też, że tytułem tym nie interesuje się na razie żaden polski wydawca, i że prawdopodobnie nie pojawi się on na naszym rynku. Następnie temat zszedł na mniejsze projekty, między innymi Pana Boudrille.

Spotkanie z Katarzyną Babis, artystką znaną jako Kiciputek, rozpoczęło się od pytań o Projekt Tequila, problemy z nim związane oraz jej wrażenia po publikacji. Autorka opowiedziała także o dwóch wydanych numerach komiksu Rag&Bones, post-apokaliptycznej historii, której drugi rozdział trafił ostatnio do dystrybucji (a oba można wygrać w nowej odsłonie konkursu Polskie Kadry), o wersji anglojęzycznej, różnicy w technice między obiema częściami, a także procesie tworzenia rysunków. Dowiedzieliśmy się też, że trzeci zeszyt może ukazać się jeszcze w tym roku.

Kiciputek opowiedziała o swoich inspiracjach animacjami Disneya oraz komiksem francuskim i włoskim, a także o polskich artystach, których lubi podczytywać. Wypowiedziała się też na temat tworzenia komiksów w Internecie oraz utrzymywania się z nich. Kolejnym jej projektem, który omówiła była Maja z Księżyca, czyli książka dla dzieci, którą sama napisała i zilustrowana, a którą wydało niedawno wydawnictwo Widnokrąg. Następnie podzieliła się planami wydawniczymi związanymi z webkomiksem o przygodach Kiciputka – jej internetowego avatara – który zaczęła publikować na blogu. Ma nadzieję wydać papierową wersję na kolejny Pyrkon. W jej planach na następny rok znajduje się też stworzenie kolejnej książki i komiksu dla dzieci, drugi tom Kiciputka oraz visual novel na podstawie Shadowshifters, czyli jej autorskiego komiksu.

Autorka: Sida

Drugi dzień (sobota) Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i Gier był okazją do zabraniu głosu w kilku dyskusjach i wysłuchania kilku ciekawych wystąpień. Tym co mi osobiście wydało się znamienne, był fakt, że filmy i seriale komiksowe są bardzo mocno obecne w świadomości tłumu i wywierają znaczny wpływ na to, co się dzieje w świecie historii obrazkowych.
Dobrym przykładem jest prelekcja Adama Siennicy i Oskara Rogowskiego, którzy opowiadali o serialach na podstawie komiksów. W omawianych przez nich seriach znalazły się wszystkie wiodące tytuły, od Arrow i Flasha, przez świetnego Daredevila, Agentów T.A.R.C.Z.Y. czy iZombie. Choć najciekawsze wydają się te tytuły, które jeszcze oficjalnie nie ukazały się w telewizji, prelegenci dobitnie pokazali, że mamy w czym wybierać i jakość tych produkcji często zachęca do oglądania nawet widzów, dla których komiksy to bajki dla dzieci.

Na MFKiG nie zabrakło też zapowiedzi. Egmont ogłosił swoje plany wydawnicze na najbliższe miesiące. Jest na co czekać!
Tomasz Kołodziejczak z Egmontu podzielił się kilkoma naprawdę świetnymi informacjami. Przede wszystkim możemy liczyć na wiele nowych tytułów z New 52. Będą to między innymi Flash, Harley Quinn, Batman Eternal, Suicide Squad czy Forever Evil: Arkham Wars. Obok tych tytułów dostaniemy minimum 3 tomy Jonah Hex, długo wyczekiwane przez wielu Gotham Central (w miękkiej okładce, 4 tomy), a także Batman/Superman Loeba w miękkiej oprawie i cenie w granicach 40 zł oraz pokaźne JLA Morrisona!
To nie koniec dużych tytułów, bo w serii DC Deluxe Egmont wyda… Crisis on Infinite Earth! Z tego samego cyklu zapoznamy się też z Catwoman: Trail of Catwoman.
Na naszym rynku ukaże się także kilka komiksów z „podstajni” DC – Vertigo. Będą to kontynuacje Baśni, Śmierć i prequel przygód Morfeusza, Sandman: Overture. Dla wielu elektryzujący może być fakt, że po latach na polskie półki trafi ponownie, tym razem w całości, Y: Ostatni z Mężczyzn. Zupełnie nową pozycją Vertigo będzie świetnie oceniane Scalped, które ukaże się w 5 tomach i w twardej oprawie.

Ogółem Egmont zamierza wydać kilanaście nowych serii na przestrzeni kolejnego roku. Możemy liczyć na twarde i miękkie okładki i tym samym na komiksy na każdą kieszeń. I w tym przypadku widać spory wpływ tego co dzieje się w kinie i na małym ekranie – decyzje o wydaniu Flasha, Harley Quinn czy Suicide Squad są jednoznacznie podyktowane tym, co się dzieje w świecie ruchomych obrazków.

Miałem okazję zapoznać się z tytułami z DC YOU, nowego planu wydawniczego DC. O swoich wrażeniach opowiedzieli Krzysztof Tymczyński, Adam Antolski i Wojciech Nelec. Według nich warto zwrócić uwagę przede wszystkim na Bizarro (ponoć genialnie parodiujący), All-Star Eight czy Midnightera (choć te dwa tytuły nie są dla każdego). Wartymi uwagi są też Prez (o nastoletniej prezydent USA), We Are Robin (o grupie… Robinów) i Black Canary (Kanarek w trasie koncertowej!). Tym co decyduje o sile wydawanych w serii DC YOU tytułów jest według prelegentów to, że każdy znajdzie coś dla siebie i nawet serie, które im nie przypadły do gustu, mogą znaleźć swoich amatorów.

Osobiście sobotę zamknąłem świetną dyskusją na temat Stracha na Wróble. Z góry więc podziękowania dla fenomenalnie przygotowanych – Michała Chudolińskiego i Michała Siromskiego. Panowie merotrycznie prezentowali pierwszą klasę. Wybrali kilka interesujących opowieści ze Strachem na Wróble w roli oponenta Mrocznego Rycerza i na tej podstawie poprowadzili dyskusję, która oscylowała wokół lęków Batmana. Od siebie dodałem kilka informacji o prezentacji tej postaci w grze Batman: Arkham Knight i w miarę zgodnie stwierdziliśmy wszyscy, że Crane i jego alter-ego to potencjał niewykorzystany, ale jednocześnie jeden z największych adwersarzy Batmana. Co do odpowiedzi na pytanie czego boi się Gacek… cóż, mimo konkretnych i uzasadnionych pomysłów, warto znaleźć własną interpretację. Tak wielowymiarowa postać zasługuje więcej niż na jedno zdanie podsumowania.

Autor: Paweł „Kicek” Kicman

Najczęściej uczęszczana sala na całej Atlas Arenie, w sobotę gościła Toma Grindberga. Logistycznie, była to wyborna decyzja, gdyż jego obecność pokrywała się w premierą komiksu Batman – Narodziny Demona, który ilustrowany został przez wyżej wymienionego. Oczywiście, bez obecności scenarzysty, omówione przez gościa kwestie dotyczyły niemal wyłącznie sfery wizualnej. Artysta opowiedział o swojej pracy przy komiksie o Batmanie, jak i kilku innych, w których tworzeniu brał udział. Dla osób niezbyt zainteresowanych aspektem teoretycznym pracy rysownika, temat mógł wydać się nieco monotonny, ale jeśli ktoś chce się utrzymywać ze swojej pracy artystycznej, nie ignorował on na pewno uwag Toma. Ponadto Grindberg opowiedział słuchaczom, jak duży wpływ na jego twórczość, wywarła postać i prace Neila Adamsa. Przyznał, że jego początkowe zlecenia przybierały formę kopiowania stylów znanych artystów z branży. Było to podyktowane pragnieniem cięcia kosztów i było odgórnie zlecane przez wydawcę. Lecz w oparciu o taką praktykę, był w stanie nauczyć się wiele od innych rysowników i z czasem wyrobić swój własny, niezależny styl.

Dla osób mniej zainteresowanych Batmanem (O ile na Sali A takie się znalazły), Grindberg napomknął nieco o swoich nadchodzących projektach. Po latach postanowił on odejść od konwencji superherosów i wrócić do korzeni swojej pracy artystycznej. W przygotowaniu są bowiem zupełnie nowe przygody Tarzana, postaci do której Tom żywi szczególny sentyment.

Ale nie był to jedyny czynnik, który wpłynął na jego decyzję. Wyznał on bowiem (choć powinna być to wiedza dość powszechna), że rynek komiksowy w USA, nie wygląda tak ślicznie jak można wywnioskować z mnogości tytułów od DC Comics i Marvela. Nie chodzi tutaj o opowiedzenie ciekawej historii z pięknymi ilustracjami, a sprzedanie jak największej ilość produktów, objętych licencją. Jak powiedział sam Grindberg: „Komiksy i sztuka komiksowa, dzieją się tutaj. U was. Tam, chodzi o sprzedawanie gadżetów.”

Autor: Chester

Spotkanie z Rafałem Szłapą rozpoczęło się od rozmowy na temat nowego tomu Blera, czyli od niecierpliwie oczekiwanego Człowieka ze Światła (zapraszamy do przeczytania naszej przedpremierowej recenzji). Rozmowa płynie przeszła w kierunku konwencji postapokaliptycznej. Autor jest jej wielkim miłośnikiem, gdyż jak sam twierdzi, sprawia ona „że się boi”. Pierwszy raz zetknął się z nią, w czasach wczesnej młodości. Oglądnął wtedy film zatytułowany The Day after. Swoją drogą ciekawe do jakiego stopnia przyswajanie tego typu popkultury w wieku dziecięcym kształtuje nasze gusta. Sam bardzo dobrze wspominam Batmana Burtona.
Rafał zdradził, że jest zwolennikiem surowego, mrożącego krew w żyłach, przytłaczającego polityczną beznadziejnością i społeczną degradacją postapo. Zaś współczesne, popkulturowe postapo napawa go umiarkowanym sceptycyzmem.

Jednak pomyli się ten kto pomyśli, że Rafał Szłapa zwyczajnie nie nadąża za trendami. Dowodem na to jest choćby steampunkowa przygodówka, nad którą pracę zakończył ponad 2 lata temu. Pozwoliłem sobie wygooglować o jaką grę chodzi i jest to: Clockwork Tales: Of Glass and Ink krakowskiego studia Artifex Mundi.

Krakowskiego twórcę będziemy mogli jeszcze podziwiać w konwencji postapo, gdyż tworzy ostatnio sporo ilustracji. Wkrótce do sklepów trafi książka Dominiki Węcławek (znanej działaczki polskiej sceny SF) zatytułowana Upadła Świątynia. Nie wypada nie wspomnieć, że to właśnie Pani Dominika prowadziła festiwalowe spotkanie i to w koszulce Blera.
Na rynku dostępna jest już od paru miesięcy książka Dopóki nie zgasną gwiazdy Piotra Patykiewicza, do której wykonał okładkę oraz wewnętrzne ilustracje.

Padł też znów temat Blery (kobiecej wersji Blera). Blera zrodziła się pod wpływem modnego w komiksach zza oceanu trendu. Rafał Szłapa wykonał nawet ilustrację przedstawiającą tego typu bohaterkę. Na spotkaniu zdradził jak wyobrażałby sobie jej origin, jest on też klasycznie superbohaterski. Dziewczyna odnajduje opuszczoną przez herosa bazę wraz z jego środkami trwałymi i bazą danych (dziennik, komputer). Będąc pod wpływem znaleziska postanawia odwiesić uniform z kołka i podjąć walkę. Jednak JEŚLI taki projekt kiedykolwiek by powstał, autor widziałby kogoś innego na stanowisku rysownika. Padło tu z jego ust nazwisko uzdolnionej artystki młodego pokolenia: Doroty Papierskiej, której kreskę można podziwiać w trzecim tomie Lisa.

Pod koniec spotkania z publiczności padło kilka pytań. Jedno dotyczyło planowanej liczby tomów Blera. Rafał odparł, że nowe tomy będą powstawać tak długo jak starczy mu pomysłów. Kolejne pytanie dotyczyło rozwijania Blerowersum. Na to pytanie Rafał zripostował z uśmiechem na twarzy, że Bler jest antybohaterem, że w zasadzie przyczynił się do wymazania Krakowa z mapy Polski. Dodał jednak, że miał propozycję kolaboracji z innymi polskimi herosami. Propozycja scenariusza w skrócie wyglądała tak: „Polscy herosi wyruszają do Smoleńska uwolnić więzionego tam Lecha Kaczyńskiego”. Myślę, że tym niezamierzonym przez autora scenariusza czarno-humorystycznym akcentem zakończę niniejszą relację ze spotkania. Ten pomysł „nigdy nie zostanie zrealizowany”, ale cokolwiek wyjdzie spod pióra jednego z najciekawszych polskich twórców komiksowych, na pewno o tym doniesiemy.

Spotkanie z Dariuszem Rzontkowskim było napakowane informacjami po same brzegi. Autor komiksu Yorgi z prawdziwą pasją opowiadał o pracy nad serią komiksową. Spory nacisk został położony na dwie ostanie części 3 i 4, które zabierają nas w realia alternatywnego okresu PRL. Co jest niemałym zaskoczeniem dla czytelnika, który zakończył lekturę na tomie drugim. Efekt jak najbardziej zamierzony, dlatego też obydwie części ukazały się jednocześnie. A dzieje się w nich sporo. Dochodzi między innymi do epickiego spotkania pomiędzy Stanisławem Lemem (w jednej osobie) a P.K. Dickiem!

Autor nie składa broni i wciąż ma spore stado królików do wyciągnięcia z głębokiego cylindra. Mnie zaskoczyło to, że „yorgiversum” będzie niedługo rozbudowane o specjalnie skomponowaną muzykę. Bo zapowiedź kolejnego tomu komiksu : JJ Ozzi znowu nadaje! poznaliśmy już na odwrocie 4go tomu. Jeżeli dobrze zrozumiałem ma to być spin-off.

Autor: Lobo_Prime

Niedzielne spotkanie z Simonem Bisleyem i Alanem Grantem. Sama wizyta komiksowego rockmana nie była dla fanów niczym zaskakującym. Simon bowiem, odwiedzał nasz kraj już dwukrotnie. Miłą odmianą była jednak nie możliwość komentowania muzyki metalowej i picia piwa, a rzeczowo przeprowadzona prelekcja na temat jego pracy twórczej. Niewykluczone, że to spora zasługa lub raczej wpływ obecności Alana Granta, który stanowił idealną przeciwwagę dla ekstrawertycznego rysownika. Bisley zdradził słuchaczom kulisy pracy nad legendarną u nas serią komiksów o Lobo. Wytłumaczył, że komiks ów nie jest brutalną manifestacją męskości, a parodią tejże konwencji i obecnej w niej nieokiełznanej przemocy. Rzecz, której niestety nie rozumieją obecnie ani włodarze z Fabryki Snów, ani nawet współcześnie piszący tę postać autorzy.

W tym miejscu wypada zwrócić uwagę na wzorową wręcz postawę autora, względem jego obecnych „następców” i ich tworu. Spytany o podejście do nowej wersji Lobo stwierdził… że ma go gdzieś. To nie jego kreacja, to nie jego sprawa. Miejscami pytania mogły przypominać subtelną prowokację, jednak Panowie nie dali się na nie złapać. Nawet po sugestii, że nowy Lobo godzi w seksualność Bisleya, który zaprojektował popularny wizerunek Ważniaka, wzorując go silnie na własnym ego / wyglądzie. Odpowiedź była za każdym razem konsekwentna.

Niemal kuriozalnie wypadł, w porównaniu do swojego współpracownika, Alan Grant. Do teraz nie pojmuję, jakim cudem, człowiek tak cichy, elegancki i opanowany, był w stanie stworzyć historię, mogąca stanowić definicję wyrażenia „bad-ass”.

Interesującą wstawką była anegdotka przytoczona przez Alana Granta. Pewnego razu w San Diego uderzył do niego, jeden z filmowców (lepiej dla niego, że nie ujawniono jego personaliów) z prototypem scenariusza opartego o przygody Ostatniego Czarnianina. Pierwsza scena zarysowała nam taką sytuację: Lobo ląduje na planecie Ziemia gdzie zaprzyjaźnia się z napotkaną nastolatką. W tym momencie, uwaga została rozwiana, skoroszyt został zamknięty, a Pan Grant zażenowany, gdyż nie było sensu, czytać dalej tego niby-skryptu.

Trafiło się też kilka pytań, które wymusiły na mnie reakcję, porównywalną z odpowiedzią Alana na wyżej wspomniany scenariusz. Dla dobra społeczności komiksowej, pozwolę sobie nie dublować pytań o przyrodzenie głównego bohatera komiksu i nie ośmieszać pytających.

Goście wieczoru napomknęli też co nieco o zasadniczym filmie o Lobo. Byli zdania, że jakikolwiek nie będzie film o Lobo będzie on fantastyczny. Tutaj mógłbym się zgodzić z autorami tych słów, pod warunkiem, że nadchodzący film o DeadPoolu puści w niepamięć pewne schematy myślenia w Hollywood. Ugrzeczniane Lobo na siłę nie ma najmniejszego sensu, a odrobina rozrywki jeszcze nikogo nie zabiła.

Na koniec udało mi się przebić przez tłum nieautoryzowanych łowców autografów i wręczyć panom po zestawie panteońskich przypinek z Ważniakiem i Constantinem. Wiem, że trochę siara, ale usłyszeć od samego mistrza: „Thanks man!” bezcenne. Komiks ich autorstwa wiele dla mnie znaczył i ma ogromną wartość sentymentalną, ale o tym może kiedy indziej przy okazji recenzji.

Autorzy: Chester, Lobo_Prime

„Marvel od kuchni” – spotkanie z C.B. Cebulskim. Niedzielne spotkanie rozpoczęło się punktualnie. Na scenie pojawił się gość główny, C.B. Cebulski, tłumaczka (która moim i Moose skromnym zdaniem poradziła sobie ze swoim zadaniem świetnie) oraz prowadzący Kamil Śmiałkowski. Część pytań była przygotowana już wcześniej, ale znaczna większość pochodziła jednak z publiki. Pan Cebulski sprawiał wrażenie miłego, otwartego, a przede wszystkim wygadanego mężczyzny. Oto co ciekawsze fragmenty jego wypowiedzi, które zapadły nam w pamięć.

Pracę dla Marvela rozpoczął kiedy szefowie zorientowali się w potencjale drzemiącym w mandze. Szukali osoby znającej tematykę. On sam interesował się tym typem komiksu, parę lat mieszkał w Japonii, a jego żona nawet stamtąd pochodzi dlatego to do niego skierowano propozycję współpracy. Dla Marvela pracuje już od 16 lat i przez ten czas był na różnych stanowiskach, ale obecne podoba mu się najbardziej. Zajmuje się wyszukiwaniem rysowników po całym świecie. Tym razem zawitał do Łodzi. Był pod wrażeniem wszystkich stoisk, chętnie oglądał prace polskich rysowników, a nawet stwierdził, że troje z nich bardzo mocno go zainteresowało. Według Cebulskiego nie powinniśmy być zdziwieni jeśli w ciągu najbliższych sześciu miesięcy ich prace pojawią się na łamach Marvela. Oczywiście na początku będą to małe projekty, np. okładki. Zresztą gość był bardzo zdziwiony tym, że mają u siebie tak mało pracowników z Polski albo pochodzenia polskiego biorąc pod uwagę, że historia komiksu rodzimego w Polsce jest mocno rozbudowana. Wyjaśnił również w jaki sposób można się „dostać” do Marvela. Po pierwsze i najważniejsze wejść na stronę disneycareers.com gdzie można znaleźć ogłoszenia o pracę. Ponadto rysownik powinien mieć przygotowane portfolio. Jeśli ktoś chciałby być scenarzystą, żeby być w ogóle branym pod uwagę, musi mieć już na koncie jakąś publikację. Rysownicy nie muszą mieszkać w Nowym Jorku. Mogą być rozsiani po całym świecie i wystarczy, że będą przesyłać swoje dzieła mailem. W przeciwieństwie do scenarzystów, którzy muszą być „na miejscu”. Zresztą sam Nowy Jork jest bardzo ważny dla całego wydawnictwa. Akcja komiksów dzieje się głównie w tym mieście, ponieważ kiedy Stan Lee tworzył chciał aby Marvel był tym, co Amerykanie widzą za oknem. Nowy Jork jest traktowany bardziej jako postać, niż miejsce ponieważ jest domem dla wielu superbohaterów (Spider-man, Fantastyczna Czwórka, X-men)

Wypowiadał się również na temat współpracy między studiem filmowym i komiksowym Marvela. Zaznaczył, że dzielą się pomysłami. Jeśli coś chwyci na ekranie to czasami przenoszą to na papier, np. czarne stroje X-men, postać Agenta Coulsona czy Luis grany przez Michaela Peña w Ant-man, który „skradł” cały film. W tym miejscu użył także ciekawej metafory: Marvel jest jak ludzkie ciało. Filmy są twarzą, a kończyny animacjami i grami komputerowymi, które pchają ciało do przodu, ale komiksy są sercem.

Często powtarzał, że ważne jest aby być szczerym w swoich wypowiedziach (Taka też była jego odpowiedź na pytanie „Jesteś uznawany za jednego z najlepszych twitterów. Jaki jest twój sekret?”). Potwierdził to również kiedy jeden z fanów zapytał go o wrażenia dotyczące nowego filmu Fantastyczna Czwórka. „Szczerze? Jeszcze go nie widziałem, a Ty?” Dodał, że Marvel nie wywiera presji na innych studiach, którym odsprzedali prawa do części komiksowego uniwersum, co oznacza, że studia mają swobodę interpretacji i wprowadzania zmian.

Co się zaś tyczy najnowszych produkcji filmowych i serialowych… Widział już pilot serialu Jessica Jones i uważa, że aktorzy są świetnie dopasowani, zwłaszcza do głównych postaci – Jessici i Luke’a Cage’a. Ze śmiechem zauważył, że twórca postaci Jessici Jones może czuć się dziwnie, ponieważ postać ta wzorowana była na jego żonie, a w serialu będzie ją grał ktoś inny. Widział również fragmenty najnowszej części Gwiezdnych Wojen. Ponieważ od dziecka kochał trzy rzeczy: Marvela, filmy Disneya i Gwiezdne Wojny („Pracuję w idealnym miejscu”) to kiedy na ekranie zobaczył Chewbaccę oraz Hana Solo w jego oczach pojawiły się łzy.

Ja, Wolverinka, bardzo żałuję, że spotkanie trwało tylko 45 minut, ale nawet z tak krótkiego panelu można było dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy, prawda?

Autorki: Wolverinka i Moose

Sobotni poranek rozpoczynał się najważniejszym dla mnie panelem (prelekcją) z całej imprezy, noszącym tytuł Ilu w końcu było tych Robinów, czyli historia Bat-Rodziny, prowadzonym przez Wojtka Neleca z portalu Bat-Cave. Dlaczego był najważniejszy, choć spośród różnorodnych spotkań można było wybierać do woli? Po prostu od dłuższego czasu jestem ogromną fanką całej Bat-Rodziny i głównie niej zawdzięczam „wkręcenie się” w komiksy spod szyldu DC Comics.

Na panel szłam z dużą dawką ciekawości, jak będzie wyglądała forma tego wykładu (to był mój pierwszy raz na MFKiG więc nie wiedziałam, czego się spodziewać), ale przede wszystkim co zostanie powiedziane. W mojej niedoświadczonej opinii pan Nelec poradził sobie doskonale. Nie tylko pokazywał na slajdach poszczególnych członków familii w odpowiedniej kolejności dla lepszego uporządkowania, ale również w sposób przejrzysty i wyczerpujący przybliżał ich historie pochodzenia (czy, jak ja wolę je nazywać, „originy”), zmiany, jakie zaszły w ich życiu, typu przybranie nowego pseudonimu przez Graysona, Todda, Gordon oraz Drake’a. Wskazał także tytuły, dzięki którym można bliżej się z nimi zapoznać. Oczywiście, wszystko bez zbytniego ujawniania spoilerów, na wypadek, gdyby ktoś z widowni nie był zaznajomiony z jakąś pojedynczą opowieścią bądź serią.

Nie zabrakło rozróżnienia na okres przed cyklu New 52 oraz okres rebootu, który, jeśli nie siedzi się tak głęboko w komiksach o Mrocznym Rycerzu, może wywołać niezłe zdezorientowanie w kwestii chronologii. Osobiście najbardziej ucieszyło mnie uwzględnienie w zestawieniu Kathy Kane, pierwszej Batwoman, oraz Betty Kane, pierwszej Batgirl, które pojawiały się na kartach komiksów we wczesnych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a które bardzo często pomija się w tego typu listach. A może zwróciłam na nie uwagę dlatego, że zawsze staram się wspierać i promować superbohaterki, a pan Nelec przypunktował u mnie pozytywnymi opiniami na temat kobiet z logiem nietoperza: Barbary Gordon, Stephanie Brown, Heleny Bertinelli czy mojej faworytki, Cassandry Cain.

Nie obyło się też bez kilku ciekawostek. Postać Alfreda, zaufanego i niezastąpionego lokaja rodziny Wayne’ów, pełniącego zwykle rolę ojca całej rodziny, jest jednym z pierwszych przykładów zjawiska, gdzie adaptacja komiksu na różnego formatu ekrany pozostawia po sobie takie wrażenie u widzów oraz ludzi na stanowiskach redaktorów, że jej elementy trafiają albo są zmieniane w materiale źródłowym. W tym przypadku chodziło o wygląd poczciwego Pennywortha, który przed serialem z lat 40-tych przedstawiany był jako otyły sobowtór Sherlocka Holmesa, dopiero potem przekształcono go w wersję znaną nam do dzisiaj. Wspomniano również o bohaterach alternatywnych, wychodzących poza kanon wymiarów, zwłaszcza o Helenie Wayne z Ziemi 2 (Earth-2), córce Bruce’a Wayne’a, tamtejszego Batmana oraz Seliny Kyle, tamtejszej Catwoman. Ponadto pan Nelec wspomniał krótko o Thomasie Waynie, ojcu Bruce’a, noszącego pelerynę w znanym wydarzeniu pt. Flashpoint.

Najżywszą reakcję ze strony słuchaczy wywołały humorystyczne wstawki o zwierzętach przynależących do ekipy, np. Bat-Krowa czy doberman Ace/Titus, faktycznie noszący raz maskę, by nie został rozpoznany przez byłych właścicieli, gangsterów.

Niestety, ze względu na to, że na początku zarówno uczestnikom jak i prowadzącemu problemy sprawiło samo znalezienie sali, w której miał odbyć się panel, rozpoczął się on z drobnym opóźnieniem, czego efektem był przymus skrócenia prezentacji. Mimo to udało się zawrzeć wszystkich kanonicznych i nawet niekanonicznych członków rodziny Batmana, a w trakcie odpowiedzieć na parę pytań od publiczności. Sam panel wypadł bardzo dobrze, nie zauważyłam, aby ktokolwiek się nudził, wychodził wcześniej, jak miałam okazję widzieć podczas innych prelekcji, a ja miałam niezłą frajdę i żałuję, że na moich studiach nie ma szans na podobne wykłady, w przeciwnym razie wcale bym na nie tyle nie narzekała.

Autorka: Moose


Relację przygotowali dla Was: Moose, Sida, Wolverinka, Adolf, Chester, Gądziu, Kicek, Lobo_Prime

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RELACJA] 30 Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi

Maurycy: Tegoroczny MFKiG stanowił dla mnie znaczną odmianę w porównaniu do wszystkich poprzednich, na których …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *