PANTEON / IMPREZY / FESTIWALE / [FELIETON] Relacja z Magnificon 2016

[FELIETON] Relacja z Magnificon 2016

Kultura japońska od dziecka stanowi istotną część mojego życia, sprawiając mi nie tylko ogrom frajdy, ale również kształtując mą osobowość, mój sposób bycia, czy wszelaką twórczość. Nikogo nie powinno więc dziwić, że spotkania miłośników obyczajowości Kraju Kwitnącej Wiśni, przyciągają także i moją osobę. Jednym z takich wydarzeń jest jeden z największych w Polsce konwentów poświęconych tematyce mangi i anime, krakowski Magnificon, którego czternasta już edycja odbyła się w ostatni weekend maja.

Tak jak w zeszłym roku,  w towarzystwie Jodełki udałem się do miasta zamieszkiwanego niegdyś przez słynnego Szewca, aby uczestniczyć w tym wydarzeniu. Miejsce imprezy nie uległo zmianie; główna część konwentu odbywała się na terenie Międzynarodowego Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków, mieszczącego się przy ul. Galicyjskiej 9. Natomiast sleeproom umiejscowiony został w Centrum Sportu i Rekreacji Politechniki Krakowskiej, którego budynek znajduje się na alei Jana Pawła II 37. Doświadczenie zdobyte na poprzedniej edycji zaoszczędziło nam kłopotu z przemieszczaniem się pomiędzy tymi dwiema placówkami, których trasa nie została wyposażona, jak w roku ubiegłym, w żadne drogowskazy. Tym razem na oficjalnej stronie konwentu został zamieszczony dość szczegółowo rozpisany sposób dotarcia ze sleeproomu na teren imprezy (i odwrotnie rzecz jasna).

Dla tych jednak, którzy czuli się niepewnie podróżując samodzielnie, od godziny dwudziestej drugiej, na  trasie impreza-nocleg, kursował autobus. Niestety, zmiana przewoźnika nie wyszła organizatorom na dobre, a to ze względu na pewnego wąsatego kierowcę, który podróż uczynił mocno niekomfortowym. Nie dość, że autobus podczas jego zmiany potrafił się naprawdę znacząco spóźniać, to na dodatek kultura owego kierowcy pozostawiała wiele do życzenia. Ów wąsaty jegomość przytrzaskiwał drzwiami pasażerów, nie tylko sprawiając im ból, ale także w pewnych przypadkach niszcząc ich cosplay (osobiście byłem świadkiem jak jedna z dziewczyn, po tym jak wsiadła do autobusu, w wyniku zamknięcia drzwi utraciła ogon – a to, wbrew pozorom, jest całkiem spory wydatek). Jakby tego było mało, był on na tyle bezczelny, że potrafił zamknąć drzwi wsiadającym tuż przed nosem, bez żadnej wcześniejszej informacji, ani jakiegokolwiek wyjaśnienia (już nie wspominając, że czasami otwierał tylko jedną parę drzwi).

Kolejną niedogodnością, zupełnie niezrozumiałą jednak, był sam sleeproom. Będąc dokładnym – prysznice, które w godzinach standardowego użytku (tj. wieczorem, bądź rano) pozbawione były ciepłej wody, zupełnie tak jak na tegorocznym Pyrkonie. I o ile warunki poznańskiej imprezy jestem w stanie zrozumieć (wszak kąpiel brałem jedynie w podstawionych kontenerach prysznicowych), tak w przypadku krakowskiej jest nieco inaczej. Był to przecież budynek uczelniany, państwowy – na pewno podpięty do źródła ciepłej wody.

Gdy jednak przymknę oko na te niedogodności to z czystym sercem mogę powiedzieć, że na Magnificonie bawiłem się naprawdę świetnie. Sami wystawcy, który od samego początku prezentowali swoje towary, nie tylko dawali możliwość wzbogacania geekowskich kolekcji, ale także pełnili rolę swoistego muzeum, przyjemnego (choć czasem nieprzyjemnego – zwłaszcza, gdy spojrzeliśmy dla ceny) dla oczu przerywnika, który pozwalał ochłonąć od szeregu paneli, których było naprawdę sporo. Różnorodną tematyką prelekcji organizatorzy pokazali, że Magnificon, mimo swej głównej tematyki (tj. mangi i anime), jest imprezą skierowaną również do osób, które nie do końca przepadają za japońskim komiksem czy animacją. Szereg prelekcji bowiem poświęconych było grom video, również tym klasycznym, więc nie brakło atrakcji dla miłośników legend. Oczywiście, ze względu na jedną z głównych atrakcji konwentu, tj. konkursu EuroCosplay, organizatorzy oddali przybyłym również wiele prelekcji dotyczących cosplayui, w tym m.in. warsztaty tworzenia kostiumów czy odgrywania postaci. Na Magnificonie nie zabrakło także i polskich akcentów. Miłośnicy nadwiślańskiego komiksu mieli bowiem możliwość uczestniczyć w spotkaniach z Jakubem Dębskim, czy Janem Skarżyńskim.

Jednak nie samymi panelami człowiek żyje i organizatorzy konwentu widocznie doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Obok wszystkich prelekcji, uczestnicy otrzymali możliwość wzięcia udziału w trzech koncertach; dla polskich słuchaczy zagrali Fumika, Plasticzooms oraz Bridear. Po każdym koncercie była również możliwość uczestniczyć w spotkaniach z wykonawcami, którzy chętnie udzielali odpowiedzi na pytania zebranych gości. Wraz z Jodełką uczestniczyliśmy w koncercie Fumiki i przyznam szczerze, że miło wspominam nie tylko występ tej przesympatycznej Japonki, ale również i spotkanie z Nią. Jej poczucie humoru oraz otwartość wywoływały ogromny uśmiech na twarzy. Jedynym nieprzyjemnym w tym wszystkim był sposób zdobycia autografu. Wymaganie zapłaty za taką przyjemność to jawne przegięcie, ale wątpię by było to postanowienie samej artystki – zakładam, że to pomysł menadżera.

Oczywiście, koncert to nie tylko słuchanie muzyki, ale także i taniec. Również zwolennicy tej formy spędzania czasu zostali zaspokojeni zorganizowaną na terenie konwentu dyskotece. Ci zaś, którzy zamiast tańczyć wolą sobie pośpiewać, mogli uczestniczyć w karaoke. Jak zatem widzicie atrakcji było naprawdę od groma. Szkoda, że panele zostały poukładane w taki a nie inny sposób, gdyż wiele ciekawych dla mnie czy Jodełki atrakcji często się pokrywało w czasie, przez co nie mogliśmy uczestniczyć we wszystkich interesujących nas prelekcjach. Tym bardziej, że poza wymienionymi wcześniej atrakcjami, były przecież eliminacje do konkursu EuroCosplay (notabene, nie  był to jedyny cosplayowy konkurs, tych także było kilka), którego poziom w tym roku zostawiał naprawdę wiele do życzenia. I nie mam tu nic do zarzucenia strefie technicznej, wszystko odbyło się w miarę sprawnie – gorzej z samymi uczestnikami. W kwestii wyjaśnienia – nie jestem świetnym cosplayerem, nie uważam też, że prezentowane kostiumy były kiepskie. Chodzi o to, że jak na tak prestiżowy konkurs, strojom tym brakowało rozmachu – nie wszystkim, rzecz jasna, tego nie powiedziałem. Mimo to, większość to były to stroje skromne, niewielkie. Nie widzę takich przebrań na zawodach o takiej skali, po prostu nie. Zresztą, widocznie nie tylko ja, bowiem jury pierwsze miejsca przyznały tym samym pracom, które ja i Jodełka wyróżnialiśmy w swych osobistych rankingach.

Mimo ogromu tych wszystkich atrakcji, główną zaletę tego konwentu stanowiła zebrana społeczność. Jak wspomniałem w zeszłorocznej relacji, miłośnicy kultury japońskiej to naprawdę przesympatyczni ludzie, którzy sprawiają, że tego typu wydarzenia nabierają prawdziwego, pełnego ciepła, przyjacielskiego klimatu. Zatem jeśli nie straszne Ci niedogodności związane z noclegiem, czy kilkugodzinny marsz, a chciałbyś miło spędzać czas wśród świetnych ludzi – przyjedź na Magnificon. Przywieziesz z niego nie tylko nowe, geekowskie gadżety i zdjęcia, ale także dużą dawkę miłych wspomnień i nowych, świetnych znajomości. Ja chętnie wybiorę się w przyszyły roku. Kto wie, może się tam spotkamy? Tego sobie i Wam życzę.

 

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Naruto Ultimate Ninja Storm 4: Road to Boruto

Naruto to seria, która w pewien sposób ukształtowała to, kim dzisiaj jestem. W drugiej klasie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *