PANTEON / IMPREZY / FESTIWALE / [FELIETON] Relacja z Festiwalu Pyrkon 2016

[FELIETON] Relacja z Festiwalu Pyrkon 2016

Mój drugi Pyrkon. W tym roku postanowiłam pojawić się na całym konwencie. Kiedy stanęłam przed wejściem, około godziny dziesiątej, czekała już porządna kolejka. Nim pojawił się Adolf, zdążyłam poznać historie życia kilku osób czekających wraz ze mną.

Pierwszy dzień spędziłam głównie na poznawaniu od nowa terenu Targów (nie udało mi się tego celu osiągnąć do ostatnich minut pobytu na konwencie). Nim skusiłam się na panel, obeszłam kilka stoisk i zachwyciłam się wieloma cosplayami. Strasznie mi się podoba, kiedy ludzie decydują się przebrać nie na to, co jest aktualnie popularne, ale sięgają po postaci z przeszłości (Hades z Herkulesa, księżniczka Anastazja, Alice z ResidentEvil, Chichi– żona SonGoku….). Co nie zmienia faktu, że wszystkie stroje bardzo mi się podobały.

Pierwszym panelem, na którym zawitałam był  O co chodzi z tymi Inhumans? Znałam mniej więcej tę historię, ale dobrze było utrwalić wiedzę i poszerzyć ją o parę nowych informacji (więcej o panelu nizej, w relacji Adolfa). Godzinę później było spotkanie ze scenarzystą Johnem Laymanem.

Bardzo chciałam dostać się na panel Shipping w światach Marvela, ale okazało się, że nie ja jedyna. Jednak ani ja, ani ludzie stojący wraz ze mną na tak zwanym „kolejkonie” nie poddawali się. Dzielnie staliśmy licząc, że ktoś w środku może z duchoty zemdleje i zwolni się miejsce. W końcu mi i nowopoznanemu koledze udało się dostać na salę. Usiedliśmy… i po pięciu minutach prowadząca podziękowała za uwagę. Najlepszy panel wszechczasów! A skoro tak dzielnie wystaliśmy w kolejce to postanowiliśmy zostać na kolejne spotkanie – Clone Saga – wszystkie klony Spider-mana. Chciałam robić notatki, żeby móc o tym później kompetentnie napisać na Panteonie, ale nie, tego na trzeźwo nie ogarniesz. Nie będę próbowała przytoczyć historii nawet w najmniejszym skrócie, bo nie potrafię. Opowieść jest zbyt skomplikowana, pomieszane i niedokończone wątki, zbędne postaci, klon jako lekarstwo na wszystko (klon klona klonem pogania, a Kaine stoi i patrzy).

Potem szybkie przebieranie nogami, bo zdecydowaliśmy się z Marcinem (aka kolega z kolejkonu) na prelekcję dotyczącą 30-lecia smoczych kul. Ponieważ byłam przebrana za C18 (nawet parę osób zrobiło sobie ze mną zdjęcie!) poczułam się w obowiązku aby się pojawić na spotkaniu. Aczkolwiek… nie dostaliśmy się. Chichi rzuciła hasło żeby wybrać się na miasto, więc ruszyliśmy w trasę do najbliższej Biedronki po „zaopatrzenie”. Wróciliśmy na teren Pyrkonu aby jak cywilizowani ludzie spożyć „kolację” w miłej atmosferze. Część potem zdecydowała się na kolejne podejście do panelu w Sali Mangi i Anime. I ponownie się nie dostaliśmy. To nic! Razem z SonGoku, jego sparing partnerką oraz Marcinem poszliśmy  pograć w planszówki. W ten przyjemny sposób spędziłam czas do prawie 3 w nocy.

Pyrkonu dzień drugi. Na panel pod wdzięczną nazwą Komiksy, którym warto dać szansę trafiłam przypadkiem, ale nie żałuję. Pan Wojciech „Kelen” Nelec zrobił ich krótką, acz treściwą listę.

  1. Komiksy konkursu Janusza Christy – komiksy docelowo kierowane do młodszego czytelnika, ale i starsi znajdą tam coś dla siebie, np. Niezła draka Drapaka, Malutki lis i duży niedźwiedź, Kubato.
  2. Soppy – Zapis wspomnień autorki o tym jak poznała swojego obecnego chłopaka.
  3. Fullmetal Alchemist – Manga o życiu dwóch braci, którzy korzystając z wiedzy alchemicznej próbują wskrzesić swoją zmarłą matkę (postępując wbrew wszelkim zasadom. W wyniku niepowodzenia jeden z braci traci kończyny, które potem zastępuje mechanicznymi protezami, a z drugiego zostaje sama dusza, która zostaje umieszczona w robocie. Mężczyźni szukają kamienia filozoficznego aby odwrócić te negatywne skutki wskrzeszania.
  4. Chew – Główny bohater ma nietypową umiejętność. Kiedy coś zje, np. pomidory to wie od razu gdzie te pomidory wyhodowano, kto je zerwał i jakich pestycydów użyto. A kiedy ma rozwiązać sprawę morderstwa musi skosztować… nieboszczyka. Mniam!
  5. Black Canary and Zatanna: Bloodspell – opowiada o tym jak kobiety się poznały i zostały przyjaciółkami. W minimalnym stopniu nawiązuje do reszty uniwersum. Pojawia się tam tylko kilka postaci.
  6. SilasCorey – krótki (4 tomy) komiks francuski o byłym żołnierzu i dziennikarzu, który zostaje prywatnym detektywem. Dostaje zlecenie od byłego premiera Francji. Prowadzący zwrócił uwagę, że warto sięgnąć po komiks chociażby dla samych rysunków.
  7. Gałgan – komiks polski. Rzeczony Gałgan, to gimnazjalistka, która mieszka w lesie mając za towarzysza jedynie kota. W opowieści jest dużo humoru i absurdalnych sytuacji, np. morderstwo poduszki.
  8. Odległa dzielnica – kolejna manga. Ojciec rodziny wracając z pracy do domu wsiada do złego pociągu i przypadkiem trafia do swojego rodzinnego miasteczka. Idzie na cmentarz gdzie mdleje przy grobie matki. Budzi się w ciele 10-letniego siebie, ale z wiedzą, którą posiadł jako dorosły. Przeżywając wszystko od nowa będzie mógł odkryć rodzinną tajemnicę.
  9. Pancerni – polski brutalny komiks wypełniony przemocą. Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej, jest dużo wyśmiewania się z Hitlera i lekka parodia „Czterech pancernych i psa”.
  10. Howard the Duck – humanoidalna kaczka z kosmosu, która na Ziemi wykonuje zawód detektywa. Dużo mądrego humoru.
  11. Kiedy Dawid stracił głos – starszy pan dowiaduje się, że ma raka. Komiks pokazuje nie tylko jego reakcję na tę wiadomość, ale również rozterki jego rodziny.
  12. Stwórca – opowiada historię niespełnionego rzeźbiarza. Przychodzi do niego pewien tajemniczy gość i oferuje umowę. Możesz stworzyć co tylko zamarzysz, ale po 200 dniach umrzesz. Oczywiście artysta się zgadza.

W sobotę postanowiłam sprawdzić swoje siły w kilku konkursach. Znaczy na tolkienowskim „1 z 10” pojawiłam się jako wsparcie dla SonGoku, a który w sobotę był już Gandalfem Szarym. Nawet stanął na podium. Co było nie lada osiągnięciem, biorąc pod uwagę poziom pytań. Pierwsze punkty uczestnikom udało się zdobyć dopiero przy trzecim pytaniu, czyli ostatniej szansie. Potem próbowałam się dostać na konkurs o Disneyu. Niestety razem ze swoja grupą nie przeszliśmy preselekcji. Okazało się, że zbyt małą uwagę przywiązuję do detali. Ostatnim podejściem była „Nienawistna Ryjówka”. Stworzyliśmy (ja, Marcin i jakaś przypadkowa parka poznana w auli) grupę, której nie udało się przejść wstępnych selekcji, ale byłam z siebie dumna, bo kilka rzeczy wiedziałam. Aczkolwiek Time Warp będzie mnie prześladować do końca moich dni. Jak mogłam zapomnieć tę nazwę?! Potem pokręciłam się trochę z Adolfem, Wilczurem i jego znajomymi.

Dzień ostatni – najbardziej wyczekiwany jeśli brać pod uwagę prelekcje. Niestety na Psychiczne problemy postaci Marvela się nie dostałam, ale szybko zmieniłam kolejkę i na Nie mrugaj! Czego się boimy przez DoctoraWho weszłam już bez problemu. Prelekcja, bardzo zresztą ciekawa i widać, że panie się mocno do niej przygotowały, była prowadzona przez organizatorki niedawnego Whomanikonu. Szacuneczek za całość. Okazało się, że osoby, które stały ze mną w kolejce na prelekcję o Władcy Czasu wybierały się również na tę o Supernatural. Zatem w następnym sznureczku fanów ustawiłyśmy się razem. Miałyśmy całą godzinę na rozmowy o przygodach braci Winchester!
Niestety o tej prelekcji nie mogę się wyrazić w tylu superlatywach co o poprzedniej. Nie przypadła mi do gustu ani osoba prowadząca, w omawianiu pochodzeniu motywów, wg mnie, za bardzo skupiła się na tych najbardziej znanych. To co mnie interesowało zostało omówione na szybko, ponieważ „skrzydlate dupki” zajęły większą część prelekcji. A ja naprawdę chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o pozostałych postaciach/potworach/motywach. Szkoda, bo widać, że dziewczyna miała wiedzę na ten temat. Ach, i strasznie mnie irytowało odmienianie angielskiego „vessel” – „Anioły potrzebują vessela.” W pierwszym odruchu spytałam dziewczynę obok mnie o jakie „wesele” chodzi. Ona też była zdezorientowana.

W niedzielę udało mi się jeszcze zakupić pierwszą część komiksu Bler. Autor podpisał komiks i dołączył do tego rysunek. Mam teraz własnego przystojniaka. Jeśli pan Rafał Szłapa pojawi się na Komiksowej Warszawie, nie omieszkam kupić kolejnych części, ponieważ historia mnie zaintrygowała.

Udało mi się spotkać paru znajomych z Whomanikonu i różnych fandomów. Porobiłam kilka fotek, niestety nie tyle, ile bym chciała, ale to do nadrobienia za rok. Wystarczy, że na moje zdjęcie z Deadpoolem „moja” Iga zapytała: „Pani, zakochałaś się?”, a spojrzenie Janka było mieszanką zaskoczenia i zazdrości. Plus 50 do szacunku wśród czterolatków.

Poznań opuściłam zmęczona, ale bardzo zadowolona.

Autorka: Wolverinka


Tegoroczny Pyrkon był moim trzecim. Bawiłam się na nim równie dobrze, jak na poprzednich imprezach, jednak spędzony tam czas wykorzystałam raczej na społeczne interakcje, niż korzystanie z przygotowanych atrakcji i punktów programu. Udało mi się dostać jedynie na sześć prelekcji: trzy komiksowe, jedną literacką oraz dwie o grach komputerowych. Wszystkie oceniam pozytywnie, zwłaszcza te trzy ostatnie – każda była świetnie prowadzona oraz znacznie zwiększyła moją wiedzę na omawiane tematy.

Zgaduję, że czytelników Panteonu interesują bardziej komiksy, niż projektowanie gier czy baśniowe podstawy powieści Opowieści sieroty, dlatego też przejdę do paneli skupionych właśnie na historiach graficznych.

Pierwszy dzień w sali komiksowej zdominowany był przez Marvela, nie byłam więc zbytnio zainteresowana. Dopiero wieczorem wybrałam się na prelekcję pod lakonicznym, wiele mówiącym tytułem Punisher, zachęcona jego udanym występem w niedawnym, drugim sezonie Daredevila. Punkt prowadzony był przez Tomasza „Orka” Rudnickiego, który dokładnie przedstawił origin antybohatera, jego historię (zarówno tę pokazywaną na kartach komiksu jak i różne pomysły czy problemy twórców), opisał używane przez niego wyposażenie oraz solowe i cross-overowe występy. Poznałam kilka wartych uwagi komiksów, z których spora część została wydana w Polsce, mieliśmy też okazję posłuchać o filmach z udziałem Punishera, a nawet różnych tłumaczeniach i wersjach jego przydomku – najbardziej urokliwą wersją był używany przez prelegenta „Punio”.

Całość prowadzona była bardzo zajmująco i ciekawie, jednak za pewien minus uważam straszliwie wymuszone żarty, którymi twórca chciał ubarwić prelekcję. Były one często niepotrzebne zwłaszcza, że niekiedy sam materiał źródłowy wystarczył, aby przyprawić słuchaczy o rozbawienie – jak choćby przy okazji kreskówkowej wersji Punishera, która walczyła ze Spider-Manem za pomocą śmiercionośnych pistoletów na klej.

Kolejną okołokomiksową prelekcją, na jaką się dostałam, było Ultimate Marvel – sukces czy porażka? Michała „Miśka” Wolskiego. Nie siedzę w Marvelu zbyt głęboko, a uniwersum Ultimate kojarzyłam tyle o ile, głównie ze względu na Milesa Moralesa, czyli tamtejszego Spider-Mana. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji żałujcie, że nie byliście na tym panelu. Prelegent opowiedział o powodach powstania tej linii, przedstawił całą jej historię, mnóstwo poszczególnych serii, różnice między Earth-616, a światem Ultimate – słowem, wszystko, co chciałoby się wiedzieć, zanim zabierze się za te komiksy. Naprawdę ogromna dawka informacji, podana jednak w ładnej, zrozumiałej formie. Nie tylko dowiedziałam się mnóstwo o samym uniwersum, ale i poznałam wiele tytułów, które warto przeczytać jaki i także parę tych, których lepiej nie ruszać. Autor dobrze wiedział, jak zachęcić potencjalnych czytelników.

W sobotę postawiłam sobie za punkt honoru dostanie się na prelekcję Sprawa Barbary Gordon prowadzoną przez Sarę Górną. Plan stał pod znakiem zapytania, jako że miała ona miejsce zaraz po innym panelu, na którym byłam, a który zakończył się dość późno. Przebiegłam trasę między dwoma budynkami Targów, dopadłam sali komiksowej i wylądowałam w kolejce tak długiej, że cała moja nadzieja zaczęła szybko obumierać. Okazało się, że nie doceniłam wielkości pomieszczenia, w którym odbywała się prelekcja – czekający nie tylko zmieścili się, ale i zostawili sporo wolnego miejsca. Duży plus dla organizatorów za zapewnienie takiej przestrzeni.

Sama prelekcja ogromnie mi się spodobała. Autorka co prawda sprawiała wrażenie nieco zestresowanej, ale szybko nabrała odwagi i wyraźnie cieszyła się z możliwości opowiadania o lubianej bohaterce. Prowadziła wykład z wielkim zaangażowaniem oraz widocznym obeznaniem w temacie, przedstawiając historię Barbary Gordon, a także wszelkie problemy i kontrowersje, jakie jej dotyczą. Poleciła też godne uwagi serie o Barbarze, zachęcając do samodzielnego zapoznania się z tą postacią.

Konwent to oczywiście nie same prelekcje. Pod względem organizacji oceniam ten Pyrkon nieco gorzej, niż poprzednie. Szczególnie sprawa preakredytacji wypadła dość słabo, zamiast usprawnić wejście – przedłużyła je o kilka godzin stania w kolejce, w dodatku nie oferowała niczego poza darmową pyrkonową kostką. Znacznie lepszym wyborem byłby porządny program w formie książeczki, nie świstka papieru, zawierający opisy prelekcji, czy chociażby nazwiska autorów.

Doceniam za to rozbicie atrakcji na tyle budynków, co skutkowała mniejszym ściskiem na korytarzach. Za ogromny plus liczę też atrakcje pozaprogramowe – liczne wioski, gry elektroniczne, Obwoźna Czytelnia Komiksów czy dobrze zaopatrzony, przestronny gamesroom (a zwłaszcza prosty, ale genialny, system baloników, którymi oznaczano chęć znalezienia graczy). Ogólnie mówiąc, Pyrkon trzymał wysoki poziom i urzekał swoją charakterystyczną, konwentową atmosferą. Wszystkim, którzy nie dotarli do Poznania w tym roku, polecam odłożyć pieniądze na kolejną edycję.

 Autorka: Sida


Dzień pierwszy zaczął się mało spektakularnie. Kolejki, stanie po parę godzin, a w środku dopiero otwierane stoiska. Prelekcje zaczynały się pod wieczór. Patrzę na program, a ten jakiś dziwnie cieniutki w porównaniu z zeszłym rokiem. Ten pierwszy poranek wykorzystałem na odwiedzanie znajomych i najedzenie się bez  stania w kolejce. Po paru godzinach wszystko zaczęło robić się normalne, co można było zaobserwować po wychodzących z ukrycia cosplayerach.

Gdy zapadła właściwa godzina, musiałem pojawić się w sali komiksowej na panelu o Inhumans. Przyznam się, że na taki temat czekałem od dawna. Po debiucie tej rasy w MCU, ludzie mniej obeznani w komiksach, chcieli wiedzieć więcej. Skąd się wzięła ta grupa i jakich ma najciekawszych reprezentantów? Przedstawione fakty mogły być zaskoczeniem dla wielbicieli serialu Agents of SHIELD, gdyż zaprezentowani tam Inhumani nie przypominali tego, co ma miejsce w komiksach. Jakub „Bazukinier” Wieczorek zaczął opowiadać o jakiejś rodzinie królewskiej… co i tak było ciekawe. Inhumans pojawili się już w roku 1965, pierwszą z nich była Medusa, która zadebiutowała w 45 zeszycie Fantastic Four.

Dużą wagę autor poświęcił też terragenezie i kryształom terrigenu. To jak Inhumansi podchodzą do procesu oraz na jaką mutację może wywołać. Ciekawostką było przedstawienie Inhumana, który zamienił się w… drzwi. Był też przypadek postaci, która kontynuuje swoją egzystencję jako silnik statku. Opowiedział też o ustroju, zwanym genokracją – przyznawanie roli w społeczeństwie na podstawie umiejętności nabytych po terragenezie. Jednym z naukowców zajmujących się genetyką był Agon, którego rada genetyczna wybrała na króla. I tu zaczyna się opowieść o słynnej rodzinie królewskiej, Black Bolcie, bardzo małomównym kolesiu, czy o Medusie – mającej mocne… włosy. Znaczenie mają także postacie Trytona i Karnaka, Gorgona, Crystal i jej psa. Prelegent opowiedział też o najciekawszych historiach komiksowych, oraz poświęcił spory kawałek czasu na opis niezwykłego miasta Attilan, w którym żyje zamknięta społeczność Inhumanów.

Prelekcja ta bardzo mnie usatysfakcjonowała, była konkretna, pełna wartościowych informacji. Prowadzący dobrze trafił w oczekiwania komiksowej społeczności i wypełnił lukę w wiedzy osób sięgających tylko po filmy i seriale.

Wieczorem odbył się również konkurs cosplay. Miał on miejsce w wielkiej sali ziemi, do której i tak wszyscy zainteresowani się nie zmieścili. Dokładnie wiedziałem jak on będzie się odbywać – zacznie się z opóźnieniem, padnie kilka nieśmiesznych dowcipów. Dokładnie tak było i tym razem, z tym że w tym roku znany pisarz Jakub Ćwiek sam postawił się w roli ofiary i nawet kazał widowni „buczeć” na jego widok. Świetny myk żeby zająć jakoś zniecierpliwionych widzów. Na scenie wyróżniały się księżniczki Disneya, Alicje z gry Americana McGee, oraz oczywiście grupa 2Getha – genialne stroje filmowego Batmana i Wonder Woman. Jak dla mnie właśnie ta dwójka jest największym odkryciem Pyrkonu, za doskonałe wykonanie i wyczucie stylu. Owszem, biegające postacie z Power Rangers były całkiem zabawne, jednak to wciąż raczej prowizorka w porównaniu do najlepszych cosplayerów. A tu mieliśmy bardzo wysoki poziom. Nie dziwi więc, że wygrały wymienione prze mnie ekipy.

Choć na Pyrkonie zabrakło większych gwiazd, wspominam tu np. Dmitrija Głukhowskiego sprzed roku, to drugiego dnia obowiązkowo musiałem być w auli numer jeden, gdzie miało miejsce najważniejsze wydarzenie tego dnia – spotkanie autorskie z artystką Katarzyną Niemczyk. Panna ta obecnie jest na ustach wszystkich polskich komiksiarzy, a jej sława jak się zdaje, będzie tylko rosnąć. Polka rysująca dla Marvela, to brzmi dumnie. Nawet gdy opowiadam o tym znajomym nie znającym się na rzeczy, to kiwają głową z uznaniem. Nic więc dziwnego, że pomieszczenie wypełniło się ludźmi, a myślę że spokojnie było ich więcej niż na mającym miejsce dzień wcześniej spotkaniu z Johnem Laymanem, który występował w ogromnej sali ziemi.

Katarzyna jest niezwykle miłą osobą, którą z miejsca pokochali wszyscy na sali. Nie będę tu opisywał dokładnie wszystkiego, co mówiła rysowniczka Mockingbird, odsyłam do przeprowadzonego przez Pawła Kicmana wywiadu KLIK. W prelekcji Katarzyna opowiadała dużo serii Mass Effect, której jest wielką fanką.

Kwestią, która najbardziej będzie zapamiętana przez gości, jest słynny papier do rysowania, który Katarzyna dostała od Marvela. Przyszedł on do niej już poprzedniego dnia i ludzie bardzo byli ciekawi jak to jest rysować na specjalnych kartkach dostarczonych przez duże wydawnictwo. Bogatego Marvela na to stać. Mimo ciekawości ludzi, Kasia nie mogła ujawnić ile zarabia. Ubolewa, że jeszcze nie skończyła Wiedźmina 3. Gra na PlayStation 4, gdyż na komputerze tytuł za bardzo jej „skacze”. Katarzyna nie ogląda też Agents of SHIELD i nie wie jak w roli Mockingbird wypadła Adrianne Palicki. I wcale nie musi oglądać, gdyż w  Marvelu to nikomu nie przeszkadza.

Po zakończonym spotkaniu, fani rzucili się na Kasię, a ta zmarnowała sporo tuszu flamastra na podpisy pod egzemplarzami Mockingbird #1 (nasza recenzja KLIK). Komiks oczywiście posiadała większość osób na sali, a Ci co nie mieli, bardzo żałowali, że sobie takiego nie sprawili. Pozdrawiam kolegę, który siedział obok mnie. 🙂

Niedziela to dzień ostatni, nie znaczy, że najsmutniejszy. Cosplayerów nie biegało już tak wielu jak dzień wczesniej, głównie przez pogodę – było zimno i deszczowo, choć na halach wciąż gorąco. Pomimo niesprzyjających warunków, na targach musiałem pojawić się wyjątkowo wcześnie, gdyż nie mogłem przegapić panelu o (wszystko mówiącym tytule) X-Files jako brakujące ogniwo w ewolucji seriali, prowadzonego przez youtuberów z kanału Jakbyniepatrzeć – Kaję i Janusza. Odbywał się on w tej samej sali, co dzień wcześniej spotkanie z Kasią Niemczyk, choć niestety nie była ona zapełniona ludźmi aż tak bardzo jak z popularną rysowniczką, to prowadząca i tak nie spodziewała się, że przyjdzie aż tak wiele osób. Ludzie na sali to w większości prawdziwi Xo-phile. Widać to było nie tylko po tematycznych koszulkach (w której ja także się pojawiłem), ale świetnym zorientowaniu w fabule odcinków.

Temat za jaki się zabrali jest bardzo obszerny i świetnie go streścili. W pierwszej części Kaja, wielka fanka Breaking Bad, do którego cały czas nawiązywała, skupiła się na opisywaniu sytuacji jaka doprowadziła do powstania serialu i tego co było źródłem inspiracji dla jego powstania. Pisałem o tym już w tym artykule KLIK, więc nie będę powtarzać informacji. Za to podobało mi się jak prelegentka analizowała poszczególne produkcje i wyciągała z nich to, czym inspirował się Carter. Z serialu Kolchak: The Night Stalker, Carter wyciągnął przede wszystkim format serialu, w formie stand-alone, odcinków które można oglądać na wyrywki. Jednak lista inspiracji dla Cartera była bardzo długa. Serialowi Twin Peaks poświęcono wiele czasu, gdyż w końcu dzięki niemu przepchnięto X-Files do telewizji. Dave Cooper był jedną z inspiracji do stworzenia Foxa Muldera. Z Twin Peaks pojawiło się wiele zapożyczeń, wielu aktorów, w tym sam David Duchovny, grało wcześniej w serialu Lyncha. Inspirację bardzo widać w odcinku Humbug, stanowiący mroczno-groteskowy styl, w którym mocno czuć ten klimat.

Milczenie owiec, to także oczywisty tytuł, który inspirował X-Files, sam Chris Carter miał rzekomo zalecać scenarzystom oglądanie tego filmu. Zapożyczono z niego nie tylko ciemną paletę barw, ale także podpisy miejsc w dolnym rogu ekranu, choć i tak dobrze wiemy, że największym zapożyczeniem okazała się agentka Scully.

Innym dużym źródłem zapożyczeń był serial Twilight Zone z lat 59-64. Chris Carter był zafascynowany tym tytułem oraz w jaki metodą jego produkcji. Zaczerpnął z niego nie tylko tematykę niektórych odcinków, ale również sposób w jaki piastuje rolę showrunnera.

Serial Invasion of The Body Snatchers i film The Invaders, dwa dzieła opowiadające o inwazji obcych, z nurtu tzw. alien doppelganger. Kosmici na miejsce ludzi wstawiają ludzkie klony, czym dążą do przejęcia całej planety. Natomiast z filmu The Invaders zaczerpnięto charakter agenta Muldera. David Vincent, który dowiedział się o inwazji, samotnie prowadził walkę, zderzając się z falą ignorancji. Sam aktor wcielający się w Davida Vincenta, pojawił się w X-Files jako Jeremiah Smith. Jeśli mówimy o relacjach, to te cechujące agentów Muldera i Scully są bardzo podobne do tych z The Avengers (Rewolver i Melonik).

Także w konkretnych odcinkach pojawiają się nawiązania do filmów:

  • Bliskie spotkania 3 stopnia miały wpływ na pewną scenę w pilocie – moment gdzie agenci biegną za światłem, które okazuje się helikopterem. Podobne są również sposoby w jakich ukazywano kosmitów, na tle światła, zniekształcone sylwetki obcych.
  • W pierwszym sezonie był też odcinek inspirowany filmem Predator, gdzie wojsko ścigało niewidzialnego obcego. Zapożyczeniem z niego jest także zielona krew, jaką posiadały w serialu klony, czy hybrydy.
  • Z kolei odcinek Ice jest przykładem remake’u. W tym przypadku przerobiono film Carpentera, The Thing. Ten sam motyw, wyjazd na teren zajęty przez opuszczoną bazę badawczą, obcy wchodzący w ludzi… Myślę, że wytrawny widz dopatrzyłby się dużo więcej podobieństw.
  • W odcinku 13 pierwszej serii, Scully wchodzi w relację z więźniem, jest to nawiązanie do Milczenia Owiec, gdzie istniała podobna więź między Clarice, a Hannibalem.
  • Wzgórza mają oczy, to film który zainspirował kultowy odcinek Home.
  • Bliźniaczki w odcinku Eve są nawiązaniem do filmu Lśnienie.
  • Postać Bounty Huntera jest nawiązaniem do Terminatora.
  • Odcinek Drive, motyw zaczerpnięty z filmu Speed.
  • Kacza Zupa z 39 roku i odcinek Dreamland (prelegentka musiała zauważyć, że aktor gra teraz w serialu Better Call Saul).

Później omawiano spin-offy. Carter miał wizję, że X-Files będą towarzyszyły seriale dziejące się w tym samym świecie (normalnie wyprzedzał Avengers!). Prelegentka bardzo chwaliła Millenium, głównie ze względu na miłość do scenarzysty Darrina Morgana, który odwalił tam kawał dobrej roboty. Natomiast myślę, że niesłusznie hejtowała Samotnych Strzelców, którzy według mnie wcale nie byli tragicznym dziełem, jednak ten serial umarł śmiercią naturalną ze względu na niską oglądalność.

Ciekawe są produkcje, inspirowane X-Files. Prelegentka wymieniała też te niezbyt dobre, które umarły maksymalnie po dwóch latach: Burning Zone, Special Unit 3, Dark Skies, Misterious Way… Za to Warehouse 13 poradziło sobie znacznie lepiej i trwa do dziś. Dla odmiany Kaja zachwalała tu Fringe i wymieniała wiele powiązań łączących seriale, sławiąc też swojego ulubionego scenarzystę Darrina Morgana. Innym serialem, który zaczął uczyć się od X-Files, tym razem relacji damsko-męskich to Bones. Lost i Supernatural to seriale, których twórcy przyznają się, że są one inspirowane X-Files. Szczególnie Lost mocno angażowało społeczność internetową, podobnie jak niegdyś Archiwum (choć osobiście widzę, że Supernatural też to robi). Także Russel T. Davis przyznawał się do inspiracji przy tworzeniu Torchwood, a nawet Josh Whedon nie ukrywał co wpłynęło na Buffy.

Fajne było to, że prelegentka opowiadała także o scenarzystach (z naciskiem na Braeking Bad oczywiście), których Carter w żaden sposób nie ograniczał i dzięki temu mogli się wybić i wytworzyć własny styl, który przenosili na inne swoje produkcje, często bardzo znane tytuły:

  • James Wong, Glen Morgan, napisali po 15 odcinków X-Files, obecnie pracują nad takimi serialami jak American Horror Story i Scream Queens.
  • Howard Gordon (20 odcinków), Alex Ganza (5 odcinków), pracowali później przy takich serialach jak 24 godziny, a w tej chwili Homeland.
  • Frank Spotnitz (44 odcinki), pracował również przy obu spin-offach, ostatnio wyprodukował dla Amazona serial Man in the High Castle.
  • Darrin Morgan, tylko 5 odcinków – ale za to bardzo dobrych (Kaja mówi z podekscytowaniem), dostał nawet za jeden z nich nagrodę Emmy (jedyne jakie X-Files dostało), a pan ten później pracował przy Fringe.
  • John Shiban, (24 odcinki), pracował m.in. nad Demony Da Vinci, Supernatural, Vampire Diaries.
  • Vince Gilligan, najzdolniejszy, przy X-Files nauczył się pracy jako showrunner (30 odcinków – kilka z nich obwołanych najlepszymi: Small Potatoes, Bad Blood, Folie a deux, X-Cops, czy Drive). Kaja poświęciła tu bardzo dużo czasu na analizie kariery tego scenarzysty, a także odcinkowi Drive z Cranstonem, skupiając się na jego trudnej roli i tego jak wpłynęła później na jego karierę w Braking Bad.

Aaron Paul również pojawił się w X-Files, podobnie jak cała reszta czołowych postaci. Tutaj Kaja zaczęła się skupiać na powiązaniach obu seriali. Osobiście nie jestem fanem BB i wydaje mi się, że patrząc na to obiektywnie, inne seriale mają równie mocny wpływ jaki wywarło na nie X-Files. Supernatural, czy Fringe są pełne powiązań, jednak każdy lubi to co lubi. Ja np. poświęciłem większość relacji z Pyrkonu na ten panel 🙂

Na koniec ktoś z publiczności zauważył, że para prowadzących wyglądają niczym Mulder i Scully. Przypadek?

Gdy wyszedłem z sali, naładowany falą X-Filesowej energii, już wiedziałem jak ją wykorzystać. Udałem się do Rafała Szłapy, kupić od niego Blera, lecz ten musiał się napracować. Pokazałem mu koszulkę i ten już wiedział o co chodzi. Jak się okazało, popularny twórca również jest fanem Archiwum X i swoją miłość przelał na papier w niezwykłej formie.

Autor: Adolf

Fotografie, które podziwiać możecie między akapitami są dziełem Adolfa. Pozostałe galerie znajdziecie pod TYM LINKIEM na naszym fanpageu. Dziękujemy serdecznie wszystkim osobom, które znalazły się w kadrze. 🙂

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] „Bler” Wraca na Właściwe Tory?

Rafał Szłapa wypowiedział się o perspektywach kontynuacji swego flagowego komiksu quazi-superbohaterskiego, zatytułowanego Bler… i są to wieści …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *