PANTEON / IMPREZY / FESTIWALE / [FELIETON] Relacja z festiwalu Komiksowa Warszawa 2016

[FELIETON] Relacja z festiwalu Komiksowa Warszawa 2016

Pełna nadziei na świetną zabawę wybrałam się w weekend 21 i 22 maja na Warszawskie Targi Książki połączone z Komiksową Warszawą. Postanowiłam sobie podzielić czas między buszowanie w książkach (sobota) i komiksach (niedziela).
O Targach jako całości nie będę się za bardzo rozpisywać bo literatura to nie (bezpośrednio) nasza tematyka.

Tak w skrócie:
– dużo wydawnictw (nie wiedziałam, że tyle ich mamy w Polsce),
– wielu autorów,
– dużo rabatów (to mi się podobało najbardziej)
– i gratisów (jej!).

Co do samej Komiksowej Warszawy. Może miałam zbyt wysokie oczekiwania (to w końcu stolica!). Może mając w pamięci Pyrkon liczyłam na podobny klimat tłoku, pośpiechu, ale i wspólnoty. Może zakładałam dużo różnych rzeczy, które miały mnie wprawić w wielkie „WOW!” Może właśnie dlatego uważam, że Komiksowa Warszawa była, cóż, nudna. Na pewno nie było żadnego „WOW!” Co najwyżej pełne niedowierzania i zawodu „wow…”. Nie lubię krytykować i narzekać. Naprawdę nie sprawia mi to dzikiej radości, ale…

W sobotę spotkałam koleżankę, z którą stałam ponad godzinę w kolejce do Remigiusza Mroza. Trochę porozmawiałyśmy i to ona oświeciła mnie, że KW odbywa się na samym dole. Dzięki temu w niedzielę moje kroki od razu zostały skierowane w odpowiednią stronę. Przekroczyłam próg i…. Nic! Liczyłam, że będzie się tam więcej działo. Oczekiwałam lekkiego chaosu i tłoku, z którym mi się kojarzą imprezy „komiksowe”. Widziałam całych dwóch cosplayerów. Na początku wydawało mi się, że jest ich więcej, ale okazało się, że to po prostu „chodzące reklamy”.  Były stoiska, na których można kupić komiksy oraz wszelkiej maści geekowskie gadżety. Z czego ja się bardzo cieszę, ale moje konto bankowe niekoniecznie. Mogę się pochwalić, że zakupiłam poduszkę z TARDIS, podkładkę pod mysz z Asterix universe oraz koszulkę You can’t take the sky from me z Serenity, a także drugi tom Chew. Tak, możliwość zrobienia dobrych zakupów to jeden z niewielu plusów, które przyznałam KW. Była strefa gier planszowych, po której się trochę pokręciłam, ale w nic nie zagrałam ponieważ niestety nie miałam z kim. Miałam zamiar się wybrać na spotkanie z którymś z twórców komiksowych (na KW jest większe skupienie na spotkaniach z twórcami z Polski i zagranicy niż na prelekcjach tematycznych), ale nie wyszło. W końcu zdecydowałam się na prelekcję dotyczącą filmowego uniwersum DC. Może nie jest to mój ulubiony temat, ale zdecydowałam, że na coś wypadałoby się wybrać. O ile dobrze pamiętam na sali było całe dziesięć osób. Można by rzec – kameralnie. Panowie mówili bardzo ciekawie, bez żadnych prezentacji. Bardziej jak spotkanie w gronie znajomych niż prelekcja. Inna sprawa, że znalezienie właściwej sali zajęło mi trochę czasu.

Ze spraw praktycznych, na które najbardziej zwróciłam uwagę. Tutaj ogólnie o Targach, a nie tylko o samej KW. Karnet fajna sprawa, ale mało poręczne jest wyjmowanie go z torby za każdym razem jak się wchodzi na teren stadionu. Następnym razem wezmę ze sobą smycz żeby móc go zawiesić na szyi, ponieważ organizatorzy o tym nie pomyśleli. Dwa razy przeżyłam mini zawał przez obawę, że zgubiłam karnet.

Poza tym organizacja wypadło dość słabo. Pan w żółtej kamizelce, który miał być źródłem informacji nie potrafił mi ze stuprocentowym przekonaniem odpowiedzieć gdzie powinnam się udać żeby dostać swój karnet.

Dostałam pokaźnej wielkości folder z programem, wystawcami, spotkaniami z autorami, ale wszystkie te informacje dotyczyły Targów (wyłączając wystawców – ci „komiksowi” też byli wymienieni). Folderu KW albo nie było w ogóle, albo ja go po prostu nie dostałam. Gdyby nie strona internetowa to bym pewnie nawet na prelekcję o DC nie dotarła.

Reasumując. Na pewno są osoby, którym klimat Komiksowej Warszawy pasuje, ale ja nie jestem jedną z nich. Czy pójdę w przyszłym roku? Zobaczę program to zdecyduję. Jednak będzie to bardziej na zasadzie wybrania się na Targi Książki, a odwiedzenie KW nastąpi tylko przy okazji. Szkoda.

AUTOR Martyna

Bardziej filmy niż seriale (aczkolwiek bardzo lubię "Doctor Who" i "Supernatural"). Bardziej Marvel niż DC (aczkolwiek "Young Justice" przyjemnie się oglądało). A Błażej zawsze denerwuje tak samo :P

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Pyrkon już za siedem dni!

Pozostał jeszcze tydzień do największego festiwalu fantastyki w Polsce – Pyrkonu, który ma miejsce w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *