PANTEON / IMPREZY / FESTIWALE / [FELIETON] Redakcyjna Relacja z 25 Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi

[FELIETON] Redakcyjna Relacja z 25 Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi

Jubileuszowy, 25 Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier zaoferował uczestnikom tradycyjną dużą dawkę wrażeń. Do tego pogoda po raz kolejny dopisała. Pierwszy (dla mnie) dzień to rozpoczął się czekaniem w blisko kilometrowej kolejce po bilety, jednak miło było na własne oczy zaobserwować rosnącą popularność komiksów w Polsce. Po przekroczeniu wrót stadionu najpierw biegiem na spotkanie z Katarzyną Babis (Tequilla, Rag&Bones), Danielem Grzeszkiewiczem (genialny artysta), Marcinem Rusteckim (legendarny rednacz, legendarnego wydawnictwa) i Dominikiem Szcześniakiem (Zinol i wiele innych ciekawych rzeczy). Później zbiórka z ekipą Panteonu, te spotkania na MFKiG chyba weszły nam już w krew, małe zakupy i Elementy mitologii Cthulhu w amerykańskim komiksie superbohaterskim.

Drugi dzień spędziłem przede wszystkim na promocji naszego serwisu i spotkania z polskimi artystami (m.in. Katarzyna Babis, Maciejem Pałką) . Spotkania te okazały się owocne, o czym w przyszłości przekonają się nasi czytelnicy. Wszystko działo się bardzo szybko, rozważam poświęcenie jednego dnia więcej w przyszłości, gdyż w obecnej sytuacji służbowo/prywatnej ciężko znaleźć na wszystko czas.

– Lobo Prime

fot: Michał Grzegorczyk

Już od kilkunastu lat Łódź co roku pokazuje, iż sztuka tworzenia komiksu oraz rozrywka taka jak gry – nie tylko wideo – jest czymś, co nie przechodzi w tym mieście bez echa. Corocznie ma tu miejsce Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier, impreza zrzeszająca miłośników powieści obrazkowych i gier wszelkiej maści, od planszowych, po te korzystające z dóbr dzisiejszej technologii. W tym roku miała miejsce już dwudziesta piąta edycja tego wydarzenia. Od 18 września Łódź wypełniała się różnymi atrakcjami; na terenach różnych łódzkich muzeów, fani komiksów mieli okazje podziwiać wystawy poświęcone tej sztuce (np. 18 września w Muzeum Włókiennictwa, przy ulicy Piotrowskiej, oddano do podziwiania wystawę poświęconą postaci najszybszego rewolwerowca – Lucke’ego Luke’a).

Głównym punktem imprezy była jednak, już 2 rok z rzędu, łódzka Atlas Arena. To miejsce, w dniach 4 – 5 października przyciągnęło do Łodzi tłumy ludzi, co dało się odczuć każdemu, kto pragnął w sobotę, 4 października pojawił się na terenie imprezy. Kolejka, która prowadziła do kasy biletowej, swą wielkością przypominała te z czasów PRL’u. Warto było jednak przemęczyć się te kilka minut, bowiem w tym roku na przyjezdnych czekała masa różnych atrakcji. Fani komiksów i gier mieli możliwość spotkać się ze znanymi twórcami, wśród których znajdowali się m.in.: Grzegorz Rosiński, Andreas Martens, Regis Loisel, Alan Grant czy Jean Van Hamme. Zaproszeni goście chętnie dzielili się tajnikami swojego rzemiosła, wielu z nich rozdawało autografy (autograf można zdobyć było także od autorki layoutu Panteonu – Katarzyny Babis). Lecz nie tylko twórcy mieli coś do powiedzenia. Sporą ilość atrakcji przygotowali sami miłośnicy, którzy dzielili się swoją wiedzą z mniej obeznanymi fanami (warto wspomnieć, że jeden z takich paneli był prowadzony przez członka redakcji Panteonu – RWilczura).

Na miłośników gier wideo czekała, pokaźnych rozmiarów strefa gier. Każdy chętny mógł sprawdzić się w rozgrywkach zarówno na konsolach i komputerach, jak i stołach, przy kartach i podręcznikach. Spora część imprezy zdominowana została przez najeźdźców z kosmosu – miłośników uniwersum Star Wars. Każdy z przybyłych mógł poszerzyć swoją kolekcję komiksów, gier, filmów i innych gadżetów odwiedzając jedno ze stoisk, których ilość była naprawdę imponująca.

– Gądziu

Jean Van Hamme, Andreas Martens, Alan Grant; fot: Dani, Adolf

Festiwal jest świętem przede wszystkim dla osób pragnących poznawać historię komiksu u źródła, czyli bezpośrednio od twórców. Tak jak co roku, również podczas 25 edycji MFKiG w harmonogramie spotkań pojawiło się kilka obowiązkowych dla fanów historii obrazkowych przystanków. Mowa oczywiście o spotkaniach z międzynarodowymi gwiazdami. Nam udało się odwiedzić panel Jeana Van Hammea, Alana Granta oraz Andreasa Martensa.

Spotkanie ze scenarzystą serii Thorgal obfitowało oczywiście w pytania dotyczące, przygód czarnowłosego wikinga i współpracy z rysownikiem Grzegorzem Rosińskim. Belg oświadczył, iż po zakończeniu pracy nad sagą rodziny Aegirssonów, nie miał wpływu na decyzje dotyczące jej dalszego losu, w tym na obsadzenie stanowiska nowego scenarzysty. Co szczególnie ciekawe – autor przyznał, że jednym z jego najlepszych albumów, wyjątkowych osiągnięć, jest spędzający sen z powiek wielu młodych czytelników (w tym mojego młodszego „ja”) tom zatytułowany Alinoe.

Alan Grant, zdeklarowany anarchista, autor komiksów Sędzia Dredd, twórca wielu ikonicznych przeciwników Batmana (Mr. Zsasz, Anarky, The Ventriloquist), okazał się postacią wyjątkowo ciekawą. Opowiadał chociażby o – niestety płonnych – nadziejach na uczynienie Anarky’ego nowym Robinem, maczoizmie w krzywym zwierciadle, czyli serii Lobo oraz poziomie faszyzmu w projekcie Sędziego Dredda. Wspomniał, że artystami, z którymi pracowało mu się najlepiej są Norman Breyfogle oraz spontaniczny i nieprzewidywalny Simon Bisley. Cały wywiad opleciony był serią sympatycznych anegdot.

Spotkanie z Andreasem (Rork, Koziorożec) zdominowały pytania dotyczące warsztatu oraz inspiracji. Autor opowiadał o fascynacji architekturą, o procesie twórczym i poświęceniu detalom, którego nauczył się na początku swej zawodowej ścieżki. Zapewniał -z przymrużeniem oka że symbolika jakiej używa w komiksach nie znaczy, iż sympatyzuje z tajnymi, masońskimi stowarzyszeniami. Andreas przyznał, że czyta komiksy, interesuje się literaturą obrazkową, taka deklaracja – jak wskazuje moje festiwalowe doświadczenie – padająca z ust zagranicznego artysty jest czymś równie niezwykłym, co sympatycznym.

– RWilczur

fot: Dani, Adolf

Panteon dostarczył dla MFKiG nie tylko ciekawy panel, ale również dwie maskotki, obok których odwiedzający nie przechodzili obojętnie. Tak więc wybaczcie, że poświęcam część tekstu na promowanie znajomych. Nie robię tego z marketingowego wyrachowania, to raczej konsekwencja niezwykle sympatycznych wspomnień. Gądziu w ostatniej chwili skleił kostium Spider-Mana i jak się okazało był jedynym Człowiekiem Pająkiem w Atlas Arenie. Jednak Don Mario przeszedł samego siebie tworząc postać Man-Thinga. Potwór, który postanowił opuścić bagno na rzecz łódzkiego festiwalu, powodował niesamowite reakcje ludzi, którzy czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Uczestnicy festiwalu tłumnie ustawiali się do zdjęć z dziwną bestią i Gądziu musiał się pogodzić z byciem panteonowym cosplayerem dwa. Prawdę mówiąc jeszcze nigdy nie widziałem by jakiś kostium powodował takie poruszenie. Nawet najbardziej skąpo ubrane panny nie mogłyby liczyć podobnej skali zainteresowanie. Przechadzając się pomiędzy stoiskami, ludzie odrywali się od czytania komiksów i oglądania chińskich adaptacji postaci komiksowych, by przyjrzeć się niesamowitemu stworowi. Już z daleka wskazywali palcami nietypowy strój. Zabawnie obserwowało się dzieciaki, które uciekały z płaczem.

Młodsi malowali twarze w zombiacze wzory na stoisku Dying Ligtht, jednak przyjazny wizerunek umarłego nie może się równać z wizerunkiem monstrum z bagien. Ciemność na arenie potęgowała wrażenia za sprawą świecących, diodowych oczu. Spacerowanie z Don Mariem i robienie zdjęć to świetna zabawa. Miło witani byliśmy na wielu stoiskach. Sklep Multiversum przyjął Don Maria w niecodzienny sposób (patrz galeria), a Spider-Man mógł nawet usiąść za kółkiem najnowszych modeli mini. Nie obyło się też bez wypadków. W pewnym momencie świecąca lampka odpadła od maski, ale nasza szybka akcja reanimacyjna złożyła wszystko do kupy i Don mógł kontynuować swoją drogę po sławę. Pozdrawiamy wszystkich, którzy odważyli się na sesję z naszymi cosplayerami. Dziękujemy też za miłe słowa o portalu.

fot: Dani, Adolf

Konkurs na najlepszy cosplay rozpoczęło pojawienie się najbardziej „oczywistej” postaci, jaką jest Deadpool. Antybohater popisywał się typowymi dla komiksowego pierwowzoru agresywnymi „żartami sytuacyjnymi”. Później pojawiła się słodka Alicja, która w trakcie przechadzania się po korytarzach nie wyglądała na zbyt groźną, ale sprawiła sobie wreszcie nóż, którym machała z gracją na prawo i lewo w trakcie prezentacji. Następnie na scenę wskoczyły dziewczyny lubujące się w Avengers, kreacje naprawdę udane. Wejście na scenę Don Maria ożywiło reakcje widzów. Człowiek z bagien wesoło machając pnączami bawił publiczność i wniósł na scenę odrobinę świeżości. Był to element, którego zgromadzeni oczekiwali. Panny występujące później, choć włożyły w swoje stroje dużo czasu i energii to – moim zdaniem – nie potrafiły przebić się świadomości lepiej niż Man-Thing. Tak było przynajmniej do czasu pojawienia się Elizabeth. Pierwsze co rzuciło się w oczy, to świetnie wystylizowana bohaterka, nie da się ukryć, że gdyby nie dobra modelka i gra aktorska to efekt nie był by tak onieśmielający. Jej występ właściwie sprowadził publiczność w osłupienie. Panna stanęła dumnie na środku sceny. Asystował jej siedzący na krześle, grający na gitarze Booker. Gdy zaczęła śpiewać „Will The Circle Be Unbroken” to zapadła cisza, a łzy szczęścia zaczęły spływać po twarzach zgromadzonych. Tłumu nie trzeba było zmuszać do oklasków, bo występ był fenomenalny i zostanie zapamiętany na lata.

Wystąpiło jeszcze kilka postaci, między innymi panie z Gwiezdnych Wojen, ale nie jestem fanem tego uniwersum, więc nie pochwalę się znajomością tych bohaterów. Galeria zastąpi w końcu niejedną relację. Gdy poproszono wszystkich cosplayerów na scenę, nastąpiło nerwowe oczekiwanie na wyniki. Grupa Komiksowi.pl – sprawująca pieczę nad konkursem – nie musiała się długo zastanawiać. Gdy tylko postacie skończyły oklepywać leżącego Deadpoola, ogłoszono werdykt. Za występ grupy nagrodę (tablet chyba) zdobyła ekipa z Bioshocka Infinity (pozdrawiamy). Za najlepszą solówkę nagrodę zdobyła nasza ulubiona, niebieska kosmitka ze Star Wars (pozdrawiamy). Kostium Don Maria również nie mógł przejść obojętnie i został wyróżnienie za najlepszy strój. Zwyciężczynią została druga pani (mam nadzieję, że to pani) od Star Wars. Wszystkim zwycięzcom gratulujemy.

Poziom kostiumów był naprawdę wysoki, wszystkie były wspaniałe. Trzeba było postawić na kreatywność by się przebić. Co ciekawe, po Arenie krążyło wiele interesujących postaci, które nie brały udziału w konkursie na scenie. Gratuluję przede wszystkim każdemu, kto odważył się przebrać. Bez Was nie było by tej wspaniałej atmosfery. Liczę, że w przyszłym roku też nie zawiedziecie.

Po występie na scenie Don Mario stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny. Ludzie z chęcią przychodzili zrobić sobie z nim zdjęcie, gratulacje lały się strumieniami. Po konwencie Don odważnie postanowił wyjść w stroju na ulice i pokonać trasę na nieoficjalną, panteonową bibę.  Uczucia rodem z filmów Wardęgi są nie do opisania. A co ciekawe, fanki nawet krzyczały za Don Mariem, jednak brały go za… Cthulhu. Skonfundowane spojrzenia w tramwaju, czy spożywczaku są bezcenne. Kto wie ile osób nieopatrznie dostało zawału widząc bestię pokonującą łódzkie osiedla.

fot: Dani, Adolf

Na MFKiG koniecznie trzeba przyjechać z wypchanym portfelem. Stoiska oferują szeroką paletę produktów, często ze specjalnymi obniżonymi cenami. Oprócz markowych sklepów jak Multiversum, Atom, sklep-komiksowy.pl czy stoisk polskich wydawców mieliśmy do odwiedzenia wiele straganów z towarem antykwarycznym, gdzie można było wyłowić wiele perełek. Atlas Arena stała się również rajem dla miłośników egzotycznych produkcji. Towary rodem z Japonii, a tak naprawdę robione na domowych urządzeniach wręcz zalewały Festiwal. Podobnie jak cała masa zabawek i figurek wyprodukowanych przez dzielnych Chińczyków. Zabrakło mi właśnie większej ilości stoisk stawiających na jakość i licencjonowane produkty, nie tylko jeśli chodzi o figurki, ale też koszulki, czy gadżety. A w polskim internecie są takie sklepy, więc zapraszamy na festiwal za rok – ogromne zyski gwarantowane.

Gądziu ma właśnie słabość do takich prowizorycznych towarów i radość przyniosły mu zakupione zabawki: plastikowa Storm wzorowana na tej z TASu i pluszowy Hulk z plastikową głową. Kolega kupił też przecenione mangi oraz wsparł też twórców Białego Orła. Zakup tego komiksu, co jak się okazało było jego najlepszą inwestycją, polski superbohater ma kolejnego fana. Doctos vel Drawski pewnie żałuje, że go nie było, bo pamiątek związanych z Doctorem Who była cała masa. Zabawki, puzzle, komiksy, figurki, Tardisy… Nie brakowało też produktów z przedwiecznym Cthulhu, szczególne ręcznie szyte zabawki były słodkie, ale czy pasowały do poważnego wizerunku postaci to już inna sprawa.

Osobiście nie kupiłem żadnego komiksu. Celuję swoimi zainteresowaniami w inne media, a inwestycje w papierowe wydania doprowadziły by mnie do bankructwa. Cieszę się zatem, że na stoisku Checkpointu mogłem nabyć ładny plakat z Batman: Arkham Origins. Świetnie prezentuje się u mnie na ścianie w antyramie. Tanio nabyta kolekcjonerska edycja gry Assasin’s Creed IV cieszy mnie bardziej niż niejeden komiks, który kurzyłby się na półce. Stoisk było więcej niż rok temu i trzymamy kciuki by za rok pojawiło się jeszcze więcej atrakcji.

– Adolf

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RELACJA] 30 Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi

Maurycy: Tegoroczny MFKiG stanowił dla mnie znaczną odmianę w porównaniu do wszystkich poprzednich, na których …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *