PANTEON / BIOSY / EVENTY / OPISY / [FELIETON] Piękne Okropności Tony’ego Sandovala

[FELIETON] Piękne Okropności Tony’ego Sandovala

Antonio Sandoval to artysta i scenarzysta komiksowy pochodzący z Ciudad Obregón w północno-zachodnim Meksyku. Zaczynał od rysowania komiksów „do szuflady”, pokazywał je głównie rodzinie. Ważnym etapem na ścieżce jego kariery, było próbowanie się ze szczęściem w Barcelonie, gdzie wydał swój pierwszy solowy album – Nokturno (możliwy do nabycia również w Polsce). Ostatecznie związał się jednak z francuskim wydawcą Pierrem Paquetem, pod skrzydłami którego tworzy od 2009 roku. Poniższy tekst poświęcam wydanym w naszym kraju, „uroczo” niepokojącym albumom tego twórcy.

Wydane w Polsce albumy zostały przełożone z właśnie języka francuskiego. W swojej twórczości często inspiruje się dziełami pisarza H.P.Lovecrafta oraz malarza Zdzisława Beksińskiego. Jego pasją jest tworzenie, jak sam mówi – „dziwnych opowieści”. Tony pracuje i mieszka w Barcelonie. Odwiedzał już kilkukrotnie nasz kraj z okazji lokalnych festiwali komiksowych. Poniżej Syrenka Warszawska jego pędzla:

No dobrze, tyle o samym artyście. Przejdźmy do jego twórczości. Sandoval w swoich komiksach często porusza temat dorastania i towarzyszącej temu procesowi niepewności. Konkretnie chodzi o moment określany przez fachowców jako adolescencja. Czyli czas, gdy „jeszcze dziecko” staje się „już dorosłym”. Gatunek, w ramach którego tworzy, określiłbym z grubsza jako horror obyczajowy. Poszczególne komiksy bywają wręcz przesycone paranoicznymi wizjami kreatywnych potworności, nieodmiennie przedstawionych w niewinnej, słodkiej wręcz konwencji.
Tak, Sandoval umiejętnie łączy w swych pracach makabryczne, nierzadko sprośne, czy wręcz obleśne motywy z atrakcyjnie narysowanymi głównymi bohaterkami/bohaterami. Wszystko to razem stanowi wyjątkowo niepokojący kontrast. Jestem świadom, że wielu może ten styl znienawidzić. Pewnym jest, że próżno szukać tu realistycznej kreski, więc komiksiarzom zakochanym w standardowym, superbohaterskim przedstawianiu proporcji postaci, stanowczo odradzam. Jednak wszystkim tym, którzy lubią mroczne (choć to słowo zdecydowanie się zdewaluowało) historie, rysowane ciekawą, surrealistyczną kreską, przepełnione metaforami i alegoriami, balansujące na granicy snu i jawy, gorąco polecam.


 TRUP I SOFA


Komiks przedstawia historię dwójki nastolatków Polo’a i Sophie, starających się rozwiązać zagadkę zbrodni, która wstrząsnęła miasteczkiem, w którym dwójka spędza wakacje. Ofiarą padł ich rówieśnik, tytułowy trup – Christian. Szukając sprawcy, młodzi odnajdują również siebie samych. Duszna atmosfera lata popycha ich coraz bardziej w kierunku pożądania. Jak to z wakacyjnymi romansami bywa, trzeba je łapać póki magiczna chwila nie przeminie. Lato jest gorące a trup… trup pozostaje niezmiennie chłodny.

Swoiste, ryzykowne założenie estetyczne, zaowocowało nieziemską grafiką. W tym albumie artysta sięgnął po styl „kreskówkowy”. Wydestylował, hiperbolizował, podniósł do potęgi własną nietypową technikę. Autor chciał stworzyć komiks przypominający publikację dla dzieci. Nie popełnijcie jednak błędu, który stał się udziałem rodziców wysyłających swe latorośle do kina na Koralinę. Zdecydowanie nie jest to komiks dla dzieci… ani też tak naprawdę o nich.
Komiks jest utrzymany w ciepłej, pastelowej tonacji, kojarzącej się z przyjemną, letnią atmosferą, przerywaną ciemnymi kadrami, akcentującymi senne koszmary Polo’a.

Jeden z najlepszych komiksów w dorobku artysty i jednocześnie pierwszy wydany w naszym kraju. Okazał się rewelacją zarówno we współczesnym jak i łacińskim znaczeniu tego słowa. To właśnie jego sukces utorował drogę dla wymienionych poniżej albumów oraz tych, które ukarzą się w przyszłości.

Trup i Sofa to opowieść, wspomnienie pierwszych silnych emocji. Gorąca pierwszej miłości i chłodu, który towarzyszy nam nawet przy pośrednim spotkaniu z ponurym żniwiarzem. Komiks zawiera większość elementów wybuchowej mieszanki, którą autor częstuje nas od lat. Oprócz „kreskówkowego” stylu jest też przemoc, groza, nagość oraz chaotyczne elementy w tle. Podobnie jak reszta dorobku artysty, cześć tego komiksu jest metaforą.


 NOKTURNO


Komiks opowiada historię Secka, który wędruje ze zmarłymi. Autor snuje opowieść ustami Ducha Wiatru. Jego słowa kieruje nie tylko w stronę czytelnika, uświadamia także samego bohatera. Tyle w samym prologu. Na dalszych kartach poznajemy szczegółowe wątki życiorysu Secka. Jego ucieczkę z domu okrutnego wuja, karierę muzyczną i wreszcie jego pierwszą miłość. Jednak jeśli myślicie, że kariera i ukochana są formą wynagrodzenia Seckowi trudnego dzieciństwa to niedoceniacie potęgi zazdrości.

Komiks utrzymany w klimacie jesienno-wieczorno-nocnym. Akcja nigdy nie dzieje się w dzień. Jedyne promienie słońca jakie przebijają się na planszach, to zwiastuny nadchodzącego zmierzchu.

Komiks w większości kolorowany komputerowo. Prolog oraz okres przed ucieczką z domu wuja, to fragmenty całkowicie pozbawione barw. Intensywnie nakreślone. Tak, że odruchowo zerka się na opuszki palców, czy aby nie nasiąknęły tuszem z kart komiksu. Jest to oczywiście zamierzony i bardzo klimatyczny środek artystyczny.

Pierwszy komiks w dorobku Sandovala. Czuć tu pewną nieśmiałość wstępnych, stawianych na artystycznej ścieżce kroków. Jak zareagują czytelnicy, czy przekaz nie będzie zbyt bełkotliwy? Pojawia się tu po raz pierwszy „monstryfikacja” muzyki, motyw, który powróci w późniejszych komiksach. Po raz pierwszy pojawia się też wątek sieroty.

Mimo wszechobecnego mroku nocy, najmniej jest tu elementów horroru. Lekturze towarzyszy aura tajemniczości i zagrożenia. Polskim czytelnikom nie będzie dane szybko przekonać się o dalszych losach Secka. Nie dość, że komiks nie jest już dostępny w regularnej sprzedaży, to dodatkowo wydawca części pierwszej (Taurus Media) nie jest zainteresowany publikacją drugiego tomu. Nowy wydawca (Timof i Cisi Wspólnicy) znajduje się w patowym położeniu, nie wiadomo, czy i kiedy ta sytuacja się zmieni.


WYBRYKI XINOPHIXEROXA


Moim zdaniem najmocniejszy w treści komiks Sandovala. Opowiada historię młodej pisarki o imieniu Marta, która zapragnęła zakosztować sławy. Jak to czasem bywa, złożyła propozycję siłom nieczystym, jednak gdy nadszedł termin zapłaty jej asekuranctwo i arogancja wzięły górę. No bo hej, dlaczego mam płacić za WŁASNE sukcesy?!? Marta myśli, że ukryje się przed zakusami demona w zabitej dechami wsi na końcu świata. Lecz jedyne co się jej udaje, to ściągnąć piekło na wszystkich.

Ostatecznie Marta próbuje zupy, którą pomogła uwarzyć. Łatwo byłoby zwalić całą winę na biedną dziewczynę. Jednak prawda jest taka, że demonom nie zawsze zależy tylko i wyłącznie na duszy, ta jest często przereklamowana.

Na potrzeby tej opowieści Sandoval powołał do życia pomniejszego demona, tytułowego Xinophixeroxa. Sprawiedliwym będzie określić tego ambitnego, małego nieudacznika, drugim bohaterem pierwszoplanowym albumu.

Graficznie komiks to wczesny Sndoval. Dominuje styl, do którego czytelnicy zdążyli się już przyzwyczaić. Jednak widać, że forma się krystalizuje, jest w niej więcej pewności co do obranej, artystycznej wizji. Lekko paranoiczna kreska, pokryta klimatyczną akwarelą. Komiks jest zdominowany przez postacie płci żeńskiej, więc jak ktoś jest fanem tego, jak to Tony rysuje najpiękniejszą płeć, nie powinien się zawieść. Album został wydany w nietypowym, choć lubianym przeze mnie formacie „panoramicznym”.

Jednych podnieca sława, innych władza. Jednak niezależnie od punktu widzenia, czy strony moralnego konfliktu, droga na skróty bywa ryzykowna i często obfituje w niepożądane konsekwencje. Może warto rozważyć swe szanse w tym wyścigu szczurów, w którym metą jest brama piekieł? Komiks nie jest już niestety dostępny w regularnej sprzedaży.


DOOMBOY


W tym komiksie pierwsze nuty – na elektrycznej gitarze – gra chłopak ID, tytułowy Doomboy. Poznajemy go na trudnym etapie życia, jego dziewczyna właśnie opuściła ziemski padół i chłopak siłuje się z rosnącą w jego wnętrzu pustką. Pewnego dnia udaje mu się odebrać za pomocą radioodbiornika „monstrualny dźwięk”, który uznaje za próbę kontaktu ze strony zmarłej, opuszczającej nasz wymiar Ani. Podejmuje on konsekwentnie próby dostrojenia się do częstotliwośći zasłyszanych dźwięków za pomocą gitary, by nawiązać kontakt z ukochaną.

Komiks rysowany w praktycznie identycznym stylu co poprzednik. Brak tu jedynie kolorowania akwarelami. Artysta wyodrębnił już stałe, unikalne elementy własnej wizji i konsekwentnie je stosuje. Jego kreska pozostaje od tego momentu na niezmiennym, wysokim poziomie.

Mieliście kiedyś ochotę wykrzyczeć z całych sił światu to co myślicie, ale powstrzymywał was strach przed publiczną ekspozycją? To właśnie historia ID’a – Doomboya, który nieświadomie zainspirował tłumy słuchaczy.

Sandoval wraca tu po latach do tematyki poruszanej w pierwszym komiksie. Jest młody muzyk, jest piękna reporterka. Jednak w tym tomie tytułową rolę odgrywa nieskażona chciwością, czysta heavymetalowa muzyka. Sandoval wrzeszczy na nas (w kadrach komiksu) z pustej sceny na plaży, że warto dzielić się z innymi tym wszystkim, co piękne.

Komiks wydano tym razem w dużym formacie, zbliżonym do A4. Ogromne plansze błyszczącego, kredowego papieru robią niemałe wrażenie. W odróżnieniu do poprzednich, ta historia jest wciąż dostępna w handlu. Ale radzę nie zwlekać z zakupami.


WĄŻ WODNY


Sandoval ponownie sięga po młodych bohaterów. Tym razem główną rolę odgrywa jednak para dziewczyn, Mila i Agnieszka. Mila ma konkretny „fetysz zębowy”, a Agnieszka śliczne ząbki, więc ich związek nie mógł zacząć się lepiej. Dziewczyny spędzają wspólnie letnie chwile strasząc turystów w przebraniach lisicy i królika. Te wygłupy zbliżają je do siebie coraz bardziej. Sprawy komplikują się, gdy los rzuca im wyzwanie w postaci misji do wykonania.
W tle powracają elementy chaotycznej ekspozycji, których rola ogranicza się do budowania klimatu.

Grafika pozostaje na identycznym, wysokim poziomie, do którego przyzwyczaił nas autor w poprzednich albumach. Wąż został wydany w twardej okładce. Rozmiar jest słuszny (195×270), jednak mniejszy od poprzedniego Doomboya.

Jest to najbardziej pozytywnie „zakręcony” komiks w dorobku artysty. Po krótkim sielankowym wprowadzeniu, surrealizm wylewa się praktycznie z każdej kartki. Co więcej, w Wężu Wodnym autorowi nie wystarczyły dwie dziewczyny jako główne bohaterki. Na pewnym etapie fabuły powołuje on do życia aż 18 w pełni zbrojnych, skandynawskich wojowniczek. Niech mnie macki uduszą jeśli nie chodzi tu o trzy szóstki. Wąż Wodny jest też najbardziej „baśniowym” komiksem Sandovala.


 1000 SZTORMÓW


Główna bohaterka technicznie nie jest sierotą, na zawsze opuściła ją jedynie matka. Jednak w praktyce osierocenie jest pełne, gdyż trafiła na wychowanie do ciotki. Ojciec odszedł, ścigany przez wewnętrzne (?) demony. Jej dziwny charakter, pewna społeczna niezręczność, która jest zapewne konsekwencją wychowania bez rodziców, w połączeniu z niecodzienną aparycją (białe włosy i hipnotyzujące, błękitne oczy) zapewniły jej wśród okolicznych wyrostków opinię czarownicy. A jak wszyscy wiemy, dzieci potrafią być bardziej okrutne niż dorośli.

Lisa spędza wolny czas szwendając się po Wybrzeżu Sztormów. Pewnego dnia odkrywa bramę do innego wymiaru. Korzysta z niej. Po drugiej stronie znajduje ogromną czaszkę. Rozczarowana niemożnością zabrania czerepu z zapałem pozbawia go wszystkich kłów. Ten moment to zarzewie konfliktu pomiędzy białowłosą a hordą demonów. To tylko moja interpretacja, ale jeśli się nie mylę, ów czaszka należała do herszta demonów w jego poprzednim wcieleniu – w każdym razie jego los jest z nią silnie splątany, takie upiorne działanie na odległość. Ostateczna konfrontacja jest już tylko kwestią czasu.

Komiks kolorowany jest głównie komputerowo, jednak dla podkreślenia określonych momentów (np. przejście między wymiarami) autor używa akwarel. Tonacja kolorów jest bardzo jasna, jakby cały świat, łącznie z główną bohaterką, był odbarwiony.

Album 1000 Tempetes nabyłem jakieś 2 miesiące przed ukazaniem się polskiego wydania. Przyciągnęła mnie oczywiście fantastyczna okładka, przedstawiająca dziewczynę w hełmie wikinga, której białe włosy targa sztormowy wiatr. Pełni atmosfery dopełniają czaszki demonów u alabastrowych stóp. Tak… dziś moja reakcja nie byłaby równie spontaniczna. Wraz z tym limitowanym do ilości sześciuset sześćdziesięciu sześciu sztuk wydaniem, otrzymałem również flipbook z solową przygodą Xinophixeroxa. Mam nadzieję, że przygoda Sandovala z animacją nie skończy się na tej mini książeczce.

Dziś Tysiąc Sztormów można już/jeszcze zakupić w Polsce. Ukazało się ono nakładem Timof Comics. Album został wydany „na twardo” w dużym formacie (identycznie jak Wąż Wodny). Ten rodzaj stabilności wydawniczej nawet mi odpowiada. Liczę, że zostanie on utrzymany. Rodzime wydanie nieznacznie odbiega od w/w edycji limitowanej (istnieje parę znoszących się wzajemnie różnic).

Wracając jeszcze do treści samego komiksu. W albumie tym najważniejszy jest podmiot opowieści, dziewczyna żyjąca we własnym świecie z pazurami kurczowo zaciśniętymi na beztroskim etapie dzieciństwa. Jej brak akceptacji dla trudnej teraźniejszości, nie pozwala jej pójść dalej ścieżką życia.

Tony znów porusza tu kwestie związane z trudnym etapem dojrzewania, niedostosowania społecznego, odkrywania własnej seksualności. Album przepełniony jest nienachlanym, delikatnie zawoalowanym symbolizmem. Jestem pewien, że pokochacie Lisę – wiolonczelistkę w hełmie wikinga. Przy okazji, fizyczne podobieństwo pomiędzy Lisą a Martą (zwłaszcza w kontekście pewnej rewelacji u zwieńczenia fabuły) skłania do następnych refleksji…


 PIĘKNE OKROPNOŚCI NA POLSKICH PÓŁKACH


Tony Sandoval dorobił się już wiernej grupy polskich czytelników. Po zmianie wydawcy jego komiksy są publikowane nieprzerwanie od sześciu lat. Artysta zyskał na popularności, jest regularnie zapraszany na polskie festiwale komiksowe. Na zmianie wydawcy skorzystaliśmy również my, czytelnicy. Komiksy są aktualnie rozpowszechniane wyłącznie w twardych okładkach, co akurat w tym przypadku jest zdecydowanie istotne – do tych tytułów będziecie często wracać dla samej przyjemności oglądania mistrza w akcji. Niestety nakłady miękko-okładkowych albumów wydanych przez Taurusa zostały dawno wyczerpane. Warto jednak poszukać nawet używanych egzemplarzy.

Autor finezyjnie operuje bogatym wachlarzem swoich ulubionych środków artystycznych. Przez bardzo specyficzną, pięknie „zdeformowaną” kreskę, na pierwszy rzut oka jego albumy mogą wydawać się bliźniaczo podobne. Jednak to bardzo powierzchowne wrażenie. Każdy z nich oferuje coś innego. Fabuła nigdy nie jest tylko pretekstem do tworzenia baśniowo-potwornych plansz, często przemyca ona jakiś morał, jest przepełniona metaforami i symbolizmem. Zawsze delikatnie, nienachlane. Na dobrą sprawę, czytając powierzchownie można przyjąć wszystko dosłownie. Część fabuły może się wtedy wydać niedorzeczna lub zbyt szalona. W tym szaleństwie jest jednak metoda.

Tony Sandoval wypracował swój własny, niepowtarzalny styl. Jego najbardziej charakterystycznym elementem jest rysowanie postaci w swoistym bubble-headowym, lalkowym stylu. Kolejną ciekawostką jest motyw zębowego fetyszu przewijający się graficznie przez wszystkie komiksy. Najsilniejszy jest on w ostatnich dwóch, gdyż tam wchodzi nawet w strukturę fabuły.

Prace Sandovala są pewną komiksową niszą, ale mają ogromny potencjał przyciągania do komiksu (jako medium) sympatyków horroru, miłośników groteski oraz entuzjastów sztuki łączenia w kadrach pracy pędzla i ołówka.

AUTOR LoboPrime

"There's no flesh and blood within this cloak to kill. There is only an idea. And ideas are bulletproof."

PRZECZYTAJ TAKŻE

28 Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi

Do organizowanego od dekad Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, fani historii obrazkowych szykują …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *