PANTEON / BIOSY / EVENTY / OPISY / [BIOS] Daredevil – o Postaci i Autorach Cz. 3: Elektra Żyje

[BIOS] Daredevil – o Postaci i Autorach Cz. 3: Elektra Żyje

Kiedy Frank Miller porzucił serię o Daredevilu, jej główny bohater przeżywał załamanie. Zwątpił w swoje wartości i cierpiał po utracie ukochanej Elektry. Komiksem, który opowiada o jego ówczesnym stanie psychicznym jest wydana w 1990 roku powieść graficzna, pt. Elektra Lives Again. To właśnie na jej łamach zarówno Matt Murdock, jak i sam autor mieli godnie pożegnać się z grecką zabójczynią.

Takie przynajmniej były plany Millera. Chciał jeszcze ten jeden raz powrócić do stworzonej przez siebie postaci, po czym na dobre złożyć ją do grobu. Wydawnictwo uszanowało decyzję zasłużonego scenarzysty i ponoć obiecało mu, że nigdy nie wskrzesi Elektry bez jego wyraźnego przyzwolenia. Danego słowa Marvel jednak nie dotrzymał – antybohaterka zmartwychwstała w połowie lat 90. w #324 numerze Daredevila. Czy słusznie? To już temat na zupełnie inny artykuł.

elektra1livesagain-01

Elektra Lives Again była projektem, nad którym Miller pracował, odkąd tylko zakończył swój pamiętny run. Z niewiadomych przyczyn jej publikacja znacznie się przeciągała – w międzyczasie do sprzedaży trafiły Born Again oraz Love and War, inne komiksy o Murdocku napisane przez tego autora. Ostatecznie powieść graficzna ukazała się dopiero cztery lata po nich, w ramach imprintu Epic. Pododdział Marvela nie musiał zmagać się z restrykcjami Comics Code Authority, co dla scenarzysty oznaczało nieporównywalnie większą swobodę artystyczną. Miller mógł więc stworzyć dokładnie takie dzieło, jakie chciał – brutalne, surrealistyczne i przesiąknięte erotyzmem.

To, co przelał na papier w formie nie tylko scenariusza, ale także rysunków okazało się przy tym niezwykle specyficzne oraz bardzo odległe od tytułów o Daredevilu, które sygnował swoim nazwiskiem wcześniej. Osobliwe do tego stopnia, że nawet dziś ciężko stwierdzić, czy Elektra Lives Again jest pozycją kanoniczną. Opisywane przez Millera wydarzenia można bez problemu umiejscowić w konkretnym punkcie kontinuum, ale mimo to inni twórcy raczej do nich nie nawiązywali i nie brali ich pod uwagę. Niewykluczone, że wynikało to z samej struktury komiksu, który nijak nie przypominał tradycyjnej superbohaterskiej historii. Tak jak w The Man Without Fear, ważniejszy od zamaskowanego herosa jest człowiek, który za tą maską się kryje. Właśnie dlatego Matt Murdock ani razu na osiemdziesięciu stronach nie pokazuje się w pełnym stroju, a czerwony kostium pojawia się jedynie na kilku kadrach, jako drobna ciekawostka. Niewidomy prawnik wyjątkowo go nie potrzebuje. Jego przeciwnikiem w Elektra Lives Again nie jest bowiem kolejny złoczyńca zagrażający Hell’s Kitchen. Tym razem Matt zmaga się… ze śmiercią, a dokładniej z jej konsekwencjami i cierpieniem jakie zsyła na żyjących.

Od czasu kiedy Elektra zmarła w jego ramionach, dręczą go coraz bardziej dosadne i makabryczne koszmary. Ukochana nie daje o sobie zapomnieć i regularnie nawiedza go w snach. Ucieka w nich przed odrażającymi truposzami – ludźmi, których sama za życia posłała na tamten świat. Murdock próbuje dowiedzieć się, co oznaczają te nocne wizje. Czy zwiastują powrót Elektry? A może po prostu są oznaką jego żalu? Wszak nie zdołał pomóc zabójczyni w odkupieniu jej win.

elektra1livesagain-03

Wszystko to odbija się naturalnie na psychice Matta, który powoli zaczyna popadać w obłęd. W pewnym momencie nie potrafi już rozpoznać co jest jawą, a co kolejnym snem. Podobnie zresztą jak czytelnik. Elektra Lives Again to na wskroś oniryczny tytuł. Rzeczywistość przeplata się tutaj z ułudą, a tropy, które pozostawia odbiorcy Miller są na tyle niejednoznaczne, że aż do końca komiksu nie wiadomo, co tak naprawdę się w nim wydarzyło. I nawet kilkukrotna lektura nie przynosi klarownej odpowiedzi. Powieść graficzna z 1990 roku podatna jest na nadinterpretacje. Nietrudno doszukać się w niej treści, które wcale nie musiały wynikać z intencji autora. Nie deprecjonuje to jednak dzieła Millera. To zawsze spore osiągnięcie, kiedy jakiś tekst kultury daje możliwość snucia przeróżnych, mniej lub bardziej uzasadnionych teorii na jego temat.

Pisząc zatem o fabule więcej ponad to, co znalazło się w powyższych akapitach, łatwo wpaść w pułapkę i narzucić komuś własną interpretację. Dlatego wystarczy sam ten zarys – Elektra powraca do życia Matta. Czy powraca faktycznie, czy całość jest jedynie złożoną alegorią – to już kwestia czyjegoś osobistego odbioru. Wiele zależy od tego jak kto będzie postrzegał dane sceny. Niektóre z narysowanych przez Millera sekwencji na pierwszy rzut oka wydają się tak odrealnione i dziwaczne, że z miejsca można założyć, iż dzieją się tylko w głowie Murdocka. Kolejne kadry jednak jasno sugerują, że mieliśmy do czynienia z czymś, co ewidentnie nie było snem. Dobrze powinien zobrazować to następujący przykład. Na pewnym etapie historii obserwujemy niemal nagiego protagonistę, walczącego z klanem ninja na przysypanym śniegiem cmentarzu. Chwilę później znikąd pojawia się Elektra, rani rękę Matta shurikenem, po czym… scena się urywa. Tak jakby czytelnik przebudził się wraz z Murdockiem. Mimo to na następnej stronie widzimy, że główny bohater ma opatrzoną dłoń.

To nie koniec tych niejasności i niedopowiedzeń. Podobnie surrealistycznych sekwencji jest więcej – zaraz potem bez wyjaśnienia zachodzą drobne, lecz zauważalne, zmiany w wyglądzie Matta. Nie sposób nie odnieść także wrażenia, że druga połowa Elektra Lives Again to już zupełnie inny komiks. Tak drastycznie zmienia się ton tej historii. Wewnętrzne monologi głównego bohatera i nieśpieszna, senna narracja ustępują miejsca sporej dawce makabry i krwawej akcji. Rozpoczyna się prawdziwy festiwal gore. Im bliżej finału, tym częściej Miller raczy nas nieprzyjemnymi, charakterystycznymi dla tego gatunku, obrazami.

elektra1livesagain-02

Dodatkowo w jego dziele widać wyraźną fascynację religią. Autor przenosi bohaterów do katedr, kościołów czy na wspomniany cmentarz, a rysunki zdobią umieszczone na dalszym planie katolickie krzyże. Całą historię otwiera zresztą spowiedź Matta, który w scenerii sakralnych witraży zwierza się duchownemu ze swoich snów. Scenarzysta jednocześnie wykorzystuje te panele, żeby wprowadzić odbiorcę w fabułę i nakreślić jej szerszy kontekst.

Efektem inspiracji autora są rysunki łączące w sobie brzydotę oraz piękno. Postacie niekiedy wyglądają odrzucająco i niedbale, ale tła, w tym śnieżna panorama miasta, prezentują się niezwykle starannie i nastrojowo. O ile w trakcie ilustrowania regularnej serii o Daredevilu Miller dopiero poznawał swoje możliwości, o tyle w Elektra Lives Again jest już w pełni ukształtowanym artystą z charakterystycznym, niepodrabialnym stylem. Pozycję sprzed dwudziestu sześciu lat śmiało można uznać za szczytowy moment jego kariery jako rysownika. Tak jak w przypadku Powrotu Mrocznego Rycerza czy też Ronina i tutaj kolory na prace Millera nakładała jego ówczesna małżonka, Lynn Varley. Jej wkład widać gołym okiem. Pod względem palety barw tytuł jest mocno zbliżony do wcześniejszych dokonań duetu.

Warto odnotować, że to właśnie za Elektra Lives Again Miller otrzymał w 1991 roku swoje pierwsze Nagrody Eisnera (w kategoriach: „Best Writer/Artist” oraz „Best Graphic Album: New”). Ciekawostką jest także to, że komiks wydany został w nietypowym formacie 215×290 mm (dla porównania wymiary publikowanych przez Egmont tomów z DC Deluxe wynoszą 180×275 mm). Dzięki tym kilkunastu dodatkowym milimetrom, każdy detal i każdy światłocień są lepiej widoczne, a ilustracje przypominają najprawdziwsze malowidła.

elektra1livesagain-04

Frank Miller podarował Elektrze jeszcze jedną szansę na rozgrzeszenie. Ożywił ją tylko po to, żeby pozwolić jej definitywnie odejść. Żeby należycie pożegnała się ze swoją największą miłością i uwolniła w ten sposób Matta od udręki i koszmarów. Nie mogła wrócić po nic więcej. Obrała ścieżkę, z której nie było odwrotu.

Dla duchów, takich jak Elektra, wśród żywych nie ma już miejsca.

Jak przeczytać? Elektra Żyje ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Mucha Comics w 2007 roku. Aktualnie tomik ten jest trudno dostępny i wypatrywać można go już wyłącznie na portalach aukcyjnych. Zainteresowani muszą jednak wiązać się ze sporymi kosztami, gdyż ceny używanych albumów są tam mocno wywindowane. Oryginalne, amerykańskie egzemplarze także nie należą do najtańszych, a inną opcją pozostaje tylko niezwykle drogi omnibus Elektra by Frank Miller.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[Recenzja] Runaways Tom 1

Na pewnym etapie życia wszyscy młodzi ludzie są przekonani, że ich rodzice to najgorsi ludzie …

KOMENTARZ

  1. Artykuł genialnie napisany. Bardzo dobre podejście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *