PANTEON / BIOSY / EVENTY / OPISY / [BIOS] Daredevil – o Postaci i Autorach Cz. 2: Run Franka Millera

[BIOS] Daredevil – o Postaci i Autorach Cz. 2: Run Franka Millera

The Man Without Fear jest idealnym tytułem, żeby rozpocząć swoją przygodę z Daredevilem Franka Millera. Jeśli jednak ktoś preferuje czytać komiksy chronologicznie, według czasu ich powstawania, to najpierw powinien sięgnąć po regularny run tego autora w serii o „Człowieku nieznającym strachu”.

Miller początkowo pełnił w niej wyłącznie funkcję rysownika. Pierwszym zeszytem o Daredevilu jaki zilustrował był wydany w 1979 roku #158 numer. Mimo że stawiał wówczas pierwsze kroki w branży to jego ambicje już wtedy sięgały znacznie wyżej. Chciał tworzyć własne historie. Zamiast ówczesnego scenarzysty serii o „Śmiałku”, w redakcji podpatrywał Jima Shootera oraz Denny’ego O’Neila, z którymi to spędzał sporo czasu, rozmawiając na temat postaci Matta Murdocka. Okazał się całkiem pojętnym uczniem i coraz częściej zaczynał ingerować w scenariusze pisane przez Rogera McKenzie’ego. Jako że panowie mieli odmienne spojrzenie na to, w jakim kierunku powinna zmierzać seria, to w pewnym momencie doszło między nimi do konfliktu. O’Neil, jako redaktor, natychmiastowo opowiedział się po stronie Millera. Podobnie jak reszta „Domu Pomysłów” zachwycał się jego rysunkami i był przekonany, że to one są największym atutem Daredevila. Nie uważał jednak swojego młodego podopiecznego za komiksowe objawienie, a co najwyżej za zdolnego, początkującego artystę. Zmienił zdanie, gdy Miller opowiedział mu jakie ma plany wobec serii.

W styczniu 1981 roku na sklepowych półkach pojawił się #168 numer Daredevila i z miejsca okazał się hitem. Głównie za sprawą nowej postaci, wymyślonej przez wschodzącą gwiazdę medium. Dwudziestoczterolatek powołał bowiem do życia Elektrę (a nie jak sugeruje okładka tamtego zeszytu – „Elecktrę”), wielką miłość Matta z czasów młodości, a obecnie bezwzględną morderczynię. Kobieta zniknęła z życia Murdocka, zaraz po tym jak zginął jej ojciec. Teraz powróciła. W debiutanckim zeszycie Miller przedstawił całą wspólną historię pary, fabułę opierając w dużej mierze na retrospekcjach. Zachodzą pewne nieścisłości między tą wersją wydarzeń, a tą znaną z The Man Without Fear. W swoim późniejszym dziele autor odrobinę unowocześnił moment ich poznania, dostosował je bardziej do współczesnych realiów. Pierwsze spotkanie Matta i Elektry w oryginale wypada dość staroświecko. Nie ma tutaj wielkich namiętności, jest za to klasyczny komiksowy romans. Dopiero, gdy stopniowo dowiadujemy się z retrospekcji coraz więcej, historia zaczyna stawać się ciekawsza. Ostatecznie Millerowi udaje się zaintrygować czytelnika na tyle, że ten faktycznie może zaangażować się w losy tej pary.

Niewątpliwa w tym zasługa kreacji samej Elektry. Ukochana Murdocka nie jest jedynie obiektem uczuć czy też dodatkiem do postaci Daredevila. To bohaterka niezależna, posiadająca własne motywacje. Tworząc ją, Miller inspirował się Sand Saref wywodzącą się z komiksów o Spiricie (w 2008 roku nakręcił nawet ich luźną, negatywnie przyjętą przez publiczność ekranizację). Dziś zarzuca się scenarzyście, że Elektra wpisuje się w archetyp silnej postaci kobiecej, której nie cechuje nic ponad to, że… jest silna. Warto jednak pamiętać o tym, że powstała trzydzieści pięć lat temu i wówczas była pewnego rodzaju novum. Zresztą to właśnie taka stała się jedną z najważniejszych postaci w mitologii Daredevila. Bez jej utrwalonego charakteru zniknęłaby cała dynamika jaka na przestrzeni kilku dekad napędzała relację tej dwójki.

Pierwszy zeszyt nadaje właściwe tempo runowi Millera i ma dla niego kluczowe znaczenie. Kolejne numery służą głównie wprowadzeniu złoczyńców. Z więzienia ucieka Bullseye – szaleniec, który we wszystkim dostrzega potencjalną, śmiercionośną broń. Mniej więcej w tym samym czasie do Stanów Zjednoczonych powraca z Japonii Vanessa, żona Kingpina. Kiedy zostaje uprowadzona, Fisk wyrusza za nią na ratunek. Próba odbicia jej z rąk porywaczy kończy się tragedią. Vanessa traci pamięć, po czym trafia do nowojorskich kanałów. Zdesperowany Wilson decyduje się pozostać w mieście i ją odnaleźć. Jego wątek wnosi do serii sporo dramatyzmu. Śledzimy działania człowieka, który zdołał się zreformować i prowadził spokojne życie u boku kochającej kobiety, ale wskutek splotu nieszczęśliwych wydarzeń stracił wszystko i wrócił na złą drogę. Kolos nabiera ludzkich cech.

Z czasem wątki Daredevila, Elektry, Bullseye’a i Kingpina zaczynają się zawiązywać. Co najważniejsze, każda z tych postaci pojawia się regularnie w ciągu pierwszej połowy runu, dzięki czemu fabuła sprawia wrażenie bardziej koherentnej. Żadna z nich nie znika nagle bez wytłumaczenia, a jeśli już jakaś chwilowo schodzi na dalszy plan to Miller prędko nam o niej przypomina. Niewiele tutaj typowych zapychaczy czy też złoczyńców, których obecność ogranicza się do jednego nieistotnego występu. U nowego scenarzysty zmalały także role Foggy’ego oraz Heather Glenn, ówczesnej dziewczyny Matta.

Scenarzysta przydzielił wszystkim głównym bohaterom konkretne funkcje. Murdock jest ostatnim sprawiedliwym w Hell’s Kitchen. Mścicielem, który uparcie chce przestrzegać swojego kodeksu, ale surowość dzielnicy doprowadza do tego, że coraz trudniej rozróżniać mu to, co słuszne od tego, co złe. Daredevil u Millera ewoluuje w postać o wątpliwej moralności. Elektra natomiast pozostaje rozdarta – Matt widzi w niej resztki dobra, ale ona sama już dawno przekroczyła granicę, do której on dopiero się zbliża. Dodatkowo enigmatyczna zabójczyni wprowadza do historii mistycyzm związany z klanem ninja, The Hand. Bullseye jest złoczyńcą, który stanowi największe zagrożenie dla Daredevila. Dorównuje mu w walce, ale w przeciwieństwie do Matta nie wyznaje żadnych wartości. Kingpin z kolei pociąga za sznurki i to podejmowane przez niego decyzje wpływają na działania innych postaci.

Punkt kulminacyjny całego cyklu niewątpliwie przypada na pamiętny zeszyt #181. Wydarzenia, które miały w nim miejsce przeszły do historii komiksu i stały się tak ikoniczne, że nie sposób już je zespoilować. Otóż Miller postanowił uśmiercić Elektrę. Wspomniani O’Neil i Shooter byli w szoku, kiedy usłyszeli o planach scenarzysty. Wszak czytelnicy uwielbiali stworzoną przez niego zabójczynię. Zdaniem wielu popularnością przebijała wtedy nawet samego Daredevila. Miller jednak nie odpuścił, przygotował skrypt i pokazał go Shooterowi. Naczelny był pod wielkim wrażeniem i oczywiście zaakceptował pomysł.

Elektra wdaje się w pojedynek z Bullseye’em na opuszczonym parkingu. Ze starcia dwóch niezwykle skutecznych zabójców zwycięsko wychodzi mężczyzna. Przeszywa swoją przeciwniczkę jej własnym sai, po czym zostawia ją konającą w kałuży krwi. Elektra resztką sił odnajduje Murdocka i umiera w jego ramionach. Załamany Matt postanawia pomścić ukochaną. Walczy z Bullseye’em i po raz pierwszy w życiu jest gotów go zabić. Kiedy staje przed ostatecznym wyborem – uratować największego rywala czy pozwolić mu zginąć? – decyduje się na to drugie.

Wiele czynników wpływa na to jak duży ładunek emocjonalny niesie ze sobą śmierć Elektry. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z nieszczęśliwym romansem. Wielka miłość Matta powraca niespodziewanie po latach do jego życia. Jest inna, bardziej odległa, ale wciąż coś do niego czuje. Murdock odwzajemnia jej uczucia, próbuje do niej dotrzeć, lecz w końcu zaczyna tracić nadzieję. Elektra, którą kochał, już dawno odeszła. Zbyt wiele wycierpieli, żeby teraz bezgranicznie sobie zaufać. Kiedy bezwzględna morderczyni wreszcie okazuje ludzkie odruchy – lituje się nad niewinnym Foggym – i odkupuje część win, niemal natychmiast zostaje za to ukarana. Dopiero tuż przed samą śmiercią odsłania przed Mattem swoje uczucia.

Umierająca Elektra to jeden z najbardziej tragicznych motywów w historii Marvela. Fakt, że można odczytywać go na tyle sposobów jest tym bardziej imponujący, że Miller nie stworzył nowej bohaterki z zamiarem szybkiego posłania jej do grobu. Wątek Elektry rozwijał się samoczynnie, a na jego zakończenie scenarzysta wpadł w trakcie pisania kolejnych zeszytów. Mimo to śmierć zagrała na wielu poziomach. Nie wydaje się tanim chwytem marketingowym, którego celem byłoby podbicie sprzedaży, a naturalną konsekwencją tego, co działo się w komiksach.

Niestety można odnieść wrażenie, że w dalszej części runu Miller nie miał już zbyt dużo do zaoferowania. Wszystko, co najlepsze wiązało się z postacią Elektry. Po tym jak zginęła z ręki Bullseye’a fabuła stała się bardziej rwana i mniej linearna. Ucierpiało tempo komiksu. Gościnnie pojawiali się Punisher i Black Widow, powrócił też wątek The Hand, ale historie z ich udziałem były za krótkie, za mało rozbudowane, przez co na tle poprzednich numerów wypadały raczej blado. Sam autor nie krył zresztą, że stracił do tej serii zapał i wolał zająć się innymi projektami.

Regularną pracę nad serią zakończył zatem w lutym 1983 roku. Przez dwa lata pisania Daredevila, Miller zrobił więcej niż jego poprzednicy przez osiemnaście. Ukształtował postać Matta Murdocka i odcisnął na niej swoje piętno. Tacy bohaterowie jak Elektra czy też Stick, który zadebiutował w #176 numerze, w komiksach obecni są do dziś. Podobnie jak klan ninja. Poza tym Miller niejako „ożywił” Hell’s Kitchen i nadał mu unikalny wygląd. Ciemne zaułki, brudne ulice i charakterystyczne silosy na dobre wpisały się w krajobraz tej dzielnicy.

Jak wiadomo, scenarzysta nie pożegnał się z Daredevilem na zawsze. Później jeszcze kilkukrotnie wracał do pisania przygód niewidomego herosa. Zawsze z pozytywnym skutkiem. Jednakże to run z lat 80. daje najlepszy pogląd na sagę Millera. To tutaj ujawniły się jego główne inspiracje i to tu początek wzięły motywy, z których korzystał w przyszłości. Zeszyt #191 można przecież potraktować jako przetarcie przed The Man Without Fear, a numery #182 oraz #190 pod paroma względami przypominają powieść graficzną z 1990 roku, zatytułowaną Elektra Lives Again. To bezsprzecznie kawał historii – komiksy, które uczyniły z ich twórcy prawdziwą gwiazdę, a z Daredevila czołową postać świata Marvela.

Jak przeczytać? Niestety, poza pierwszą częścią sagi Elektry, która ukazała się w Polsce w 1989 roku, zainteresowanym pozostają tylko pozycje wydane w Stanach Zjednoczonych. Tańszą i łatwiej dostępną opcją są trzy tomy, zbierające cały główny run Franka Millera. Drugą możliwością jest kupno gigantycznego omnibusa, w którym zawarto zeszyty tworzone przy współpracy z Klausem Jansonem. Przetłumaczony na język polski run miał trafić do sklepów, ale wydawnictwo Sideca zawiesiło swoje plany na czas nieokreślony. Nawiasem mówiąc to naprawdę dziwne, że nikt z rodzimych wydawców do tej pory nie zainteresował się tak ważnymi i popularnymi komiksami.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 50-41

Rozpoczynamy drugą połowę rankingu. Coraz mniej w nim tytułów, które po prostu warto przeczytać, a …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *